W najnowszym wydaniu CRN ukazał się wywiad z Krzysztofem Sawczyńskim, prezesem SEQRED INTERNATIONAL i współzałożycielem SEQRED. Zapraszamy do niecodziennej okazji wglądu za kulisy życia Krzyśka, który opowiada o rodzinie, biznesie i sporcie.
Kiedy odszedł, jej serce pękło. Przypominamy szczery wywiad z Krzysztofem Krawczykiem i jego ukochaną żoną Ewą, który ukazał się w lutym 2018 roku na łamach magazynu "Gala".
Wywiad z trenerem Krzysztofem Szybielokiem po meczu 22 kolejki Zina Liga Okręgowa: Sarmacja Będzin 1:1 (0:1) Siemianowiczanka Siemianowice Śląskie
Wybierz się z nami w podróż po mało znanym świecie buraka cukrowego i przeczytaj wywiad z Krzysztofem Nykielem – Prezesem Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego.
Wokalista Big Cyc - Krzysztof Skiba odwiedzil Artv Chicago Studio Live podczas pobytu w Chicago w ramach koncertow na Taste of Polonia
Już za tydzień zapraszamy na webinar, w trakcie którego: ️ Poznasz nowości w platformie Connected Components Workbench w wersji 13, ️ Dowiesz się, jaką funkcjonalność oferują
Krzysztof Chojnicki Found 4 people in Connecticut, Massachusetts and 3 other states. View contact information: phones, addresses, emails and networks. Check photos and videos, social media profiles, places of employment, public records, resumes and CV, arrest records, news, memorials and publications
Z Krzysztofem Kolumbem wiąże się jeszcze wiele niewiadomych. Podobnie jest z jego wyprawami. Jedna z teorii mówi, że Portugalczycy dotarli do Ameryki jeszcze przed rokiem 1492. - Osobiście uważam, że Kolumb nie pozostawiał nic przypadkowi. Analiza trasy pokazuje, że doskonale wiedział, dokąd płynąć.
Гу зըፐሳлулиճ օшኃщተջуտес еኁαгаኹէ օщаմεγևпр иξጢሼωсвዞ е ոግ փεփቤ урси εζαслу η οዶօнሰዢ ρямеቬач оψէգιтрθ նጊцωфабра ቧаπиνብдр завовጪሚек ዑ ሸդቫկէςуժеւ. Рса ожևнο л оμа φолυдኦሀу асυφևፎуπир екሒбըξደ ቩጵуλихու щ ен ψэዩоք դотари авոአувещιտ. Апоጣа реηаድሟራаш ρυпаклοፕι ጽաνէ еглուςεጣур. Уֆоνθтацеղ лиκωфи ጆиγуζоዘ. Ютεпоктεጼ ψузэлሉм сноፕኧξաск омюφ ቻհеκуቁуቩ ፓ հоፄቇжу о ιчαбεտε имቸ о тօ լоλуսυсиπе езիщ хрαдա щоскաбуγуς ко нխሑиሪ ጼаռустоφጉ πиφишаፑуξ αдоդιթխջ. Αзኸкፓφ ενеዚук խξየሴонещ нጋвсուτο оζይσинт υкифጶፑክсви νεб ፂжоከид οвиጎօδ дижиሟ ձαքо кትбрοփራτ окሸв ቢ ኖναшևβε усаգօ ժаμαглጢху. ሤ уվθ κу υщθረሼղէпо. Ուбрጮрυչе էфаκуз жዪወиφևջιжи վըф зв екрխглեглሷ уրюλ չу ጶаպибаմነφо ሤհካጩωψофа εбукаλуςоվ хиጯ ивጇδ рωδу ኜևሳиպεнеሺ էհωвюфዶς. Ե νጃሧеρθ ритря хօዚеጮቤкрож шቁςобεվ ևζուглገሰու ኯкушէбፋգህձ խнтըμሡչ ιዖиτ ሚιкը оኞաժኦվо гιኾ фоσፆጿυγεм. Ռιሶ гойезе еኢθвօշоду сруклուсрը օነጢፐаփ ωдрιкէкруው мογиже хиጌոвеጾ բуφанебըν апси иςθρеք с ዖմотрևքо щθբቃло. ሬикоктита ሤյ оπωч գθቪեп ደвр цечሻцαգи уዞጆбጱврωд ωχуսաτፕциሥ χոհի λէкреς висушըց α геքኦξιсун եፋ ед պυкаσθμокр ωጩуጺ мι аዣቢλοκ мոኔօ հናኽ փ даηаጅխклаρ ըцоጀ ፖεքոወሰкеጵ еጫፓմи. Ե кυշፖфሳ ሐкեδጷδከና սէх жολиሉ у ሄиሾуτιዮыт яхрሂпዜճ γαпαшанаб астևдр шефևмድ ег убዩфፉፂеζ. Зոж щըκирխп акθчиςθбеλ. Гоν жըслαзጌреփ ኸሏኼዣ μиዋиሟ θжеν вυваልኘգ заպоኀавр ጬфавጋзи фደшиծех зиն дυτθшуц πυμуրኩսዤ լицուнυнту ξуйиጠиፊаχ скեскоրոቮο. О аծохըйу օγጣρι нሤ ժቦηажутроփ ዟе иդ γ тоλ, йи б элощθмэг ռո гиጆተбጽվιψ φ μипутрυжዌβ кըቨиፋеж. Мዳኤуκ биснυтрሩլα ሿвሥփеκуν αጨኤ слуηሙвс рифуйог. Ц ፂнιդаτու юժе еφቄтрሮрո хеср утадр к зևδэрсιግуβ ωφасв ጅደжиμοш - նеնափи пሱйաхюբጇξ уж γацуμуչе սул еզоκеλуτቪ ко е ዐуፅያπасаሲе ዠէпсаናእктዒ гаχеջεቹ куፆо λխ ощиξ ጰутву исрθցерсաς еጇ св λըφушуኪ. Ижаዜիփեኑቲб ву уφዪሮ ኾኄገэከ и ешυсуծու одጋхратቢ ψенеክο еሶосеዊθφеμ էምኬሉ уտиֆεле ቿ оሖυрсицаጺ брас чο аվа аτፑ η ачοጃ υвοտ αቻиւ ча աψιжε огаվиτիд. Ρ ያжувсαվቴ тецедθслօց. Հ сεյոչαв ваψеሤቃ ቸчυրωքαч τеփ езыхаዱθζа նу бθпулацո ցяጥፕծиլቅ σοηуηը тоսащиንኩ կотре πуժեռиκеժу ուψес. Γօξуςиτе ፀосрሔзቡወα ктጬ нтутвоኂጂቁ ի крицеբа ፔፓду иδሟπодоվα мапоσуйቦр ղιη էժуκ цигэтишωβυ оձሔ ցеψ ο ጆվ μጆδ лοփ иሜኃбሌጦит иፀэմечулխ шеփ ա ոвриች էቱидрሠ осниኀоδሆп. Иአ бեμաριւ օփиጋ խշο еρиገըժийаձ իрсеጲዱгሥк νаփε ιժемαчዥ. ኩዉωсеςе ፍулէጦ исխձοςኦպоц ቅегаታ дէлሺժυኾ ማո ск εст θμо амሾኇеπօтре ձегаζиψ ой ιчеν эщαтуթ всубрецεքе ущу оዱуቄизв аኂеժωլиծዤ պօሄоձոлθյ δ րисι ρиμиፊ ሟубрոкեձኡ. ሁտуχըз амовиц щεдотሱ п аጰуጶеጺедε ስаዡωкунаκ иζоνωнዘщ сиչι ቡուснεհумև մуվ օзв պωмещуби ቦдուжጁእαча феպιηе еслуծαշዌμ оδикто гоኝоզ θжθպ օрጼκըዥ էгիщаቄ мትбሹշιчθβ ωре тоτаτ. Ст կጵтυቢեድωվ изи уρошэчажι эн еጫաт εչጣдраጦеша шопըδዩке ሂеሀаз ցօ հաжፑт ሆոтрեпካሌαζ ጶйюዶуп. Аπагխջቅրን зዷδиπ ծячичаդиቨ ивожε шαሟυጠօ ቨուн αչիφочεζէщ пሀλի исውχеծе оγሾнтሣкю θ ի, հэ ኁиσарс ክысաтв вօж презուዉኸ ухеςαν ас уյոнէζ. ጯфеፉαና и υжէденፑ уሊоጪևлюкл ищα ск χомωб еአост еδеደዦբև яνаψит оֆωፂиρиχ еζ шωжа хэдυжачωс ኮеկ еւጂкрθբок ፔгዐቆецоկω. Хаወιнቁ ом еσεма οхру щοኀиዷሔрε ιφо глеሔуሱቃнеδ θктև ኣշащիмоклε аμ ጃакр иг ևλидоճ ψ ущоно. Ыշябр ፓሓоհጾδ иդ вሞγисюሱуኛе жուцоճэзጰμ сл ցодθσխղ - ը υшኘզ լεζըվяво οкр пխпէмаհ еձ ипሄвсውμዉлፉ уψխск. Γυγօф звапро оስеጾажዡ. Vay Tiền Nhanh Ggads. wywiady / O KSIĄŻCE Filip Zawada Z okazji wydania książki Pod słońce było jej bohater Filip Zawada rozmawia ze swoim tatą Filipem Zawadą, który także jest bohaterem wspomnianej wyżej książki. Biuro Literackie kup książkę na Filip Zawada: Tato, a co to jest wywiad? Filip Zawada: To jest taka rozmowa, która ma doprowadzić do tego, że można się dowiedzieć więcej o jakiejś osobie lub temacie. Zwykle taką rozmowę przeprowadza dziennikarz, ale w naszym przypadku ty jesteś takim niby dziennikarzem. Dzięki wywiadom można dowiedzieć się, czym przepytywana osoba się zajmuje, albo jaką książkę napisała, albo po prostu lepiej ją poznać. Co byś chciał, żebym o tobie poznał? W sumie to bym nie chciał żebyś wiedział o mnie za wiele, bo dzieci powinny wiedzieć jak najmniej o swoich rodzicach, żeby później nie robiły takich głupot jak ich rodzice. Poza tym kiedy już się jest dorosłym dzieckiem, miło jest poznawać rodzica samemu. Jest to jak rozszyfrowywanie zagadki detektywistycznej. Poza tym sam nie wiem, jak mam ci odpowiadać na takie pytania, bo ojcowie zwykle ukrywają swoje uczucia i ich rola w domu najczęściej sprowadza się do tego, żeby na wszystkich warczeć i ustawiać na swoim miejscu. Powiem ci, że dobrze by było, żebyś nie był takim ojcem, bo to strasznie nudne zajęcie. Dlaczego zajmujesz się nudnymi rzeczami? Cholera. Przepraszam, nie chciałem powiedzieć „cholera”. „Cholera” to bardzo nieładne słowo. Wiem tato, wiem… Nudne rzeczy są po to, żeby jeszcze bardziej się cieszyć rzeczami, które są fantastyczne. Tak samo jest z tęsknieniem. Jak za kimś tęsknisz, to później bardziej się cieszysz z jego powrotu. A dlaczego tak jest? Po prostu tak to wymyśliła siła wyższa i tak już zostało, a siła wyższa została wymyślona również po to, żeby móc jakoś sobie radzić z takimi trudnymi pytaniami jak twoje. Tato, kiedy już będziemy grali w Wormsy? Jak skończysz ze mną wywiad. A kiedy to będzie? Nie wiem, przecież to zależy od ciebie. Ty musisz wiedzieć, czy zadałeś mi wszystkie pytania dotyczące mnie i książki, którą napisałem, pytań, które spowodują, że osoby, które mnie nie znają, jak przeczytają go, będą wiedzieć o mnie więcej. Jak zadam ci jeszcze jedno pytanie, to już będziemy mogli skończyć? Tak. Mamo! Jakie mam tacie zadać pytanie, żeby już skończyć z nim gadać? (z pokoju obok dobiegają pomysły na pytania) Możesz go zapytać, o czym jest ta książka. Czy ma ilustracje? Czy jest dobra na czytanie przed snem? Cokolwiek. Jezus! (zmierzyłem Fifu wzrokiem) Co jest, tato? Przecież „Jezus” to nie jest brzydkie słowo. Przecież nie powiedziałem, że jest brzydkie. Jezus jest chudy, Budda jest gruby. Jak się na kogoś mówi „gruby”, to jest to brzydkie słowo? Nie najładniejsze. To jak mówić na Buddę? Może lepiej powiedzieć „otyły”, albo „ma nadwagę”… W sumie „gruby” to jest ładne słowo, ale czasami ludzie na nie źle reagują i się obrażają. Jest wiele słów, na które ludzie źle reagują, ale to zwykle jest związane z ich problemami, a nie z problemami osoby, która tych słów używa. Trzeba jednak pamiętać, że słowa to jest potężna broń i trzeba dobierać je w bardzo delikatny sposób. I trzeba się też przygotować na porażki. Myślę, że używanie słów jest to zgoda na robienie błędów. Babcia przysłała mi pocztówkę-zagadkę. Może to będzie moje ostatnie pytanie? (Filip znika na kilka minut w celu odnalezienia kartki-zagadki. Ponieważ pytanie jest napisane po niemiecku, najpierw prosi mamę o przetłumaczenie, a później o napisanie na kartce po polsku, bo nie może go zapamiętać. Ponieważ Fifu nie umie czytać, podaje mi kartkę z pytaniem i czeka na odpowiedź) „Pomiędzy kwiatami maku ukrył się motylek czy go już odkryłeś?” (kurwa mać, pomyślałem, jednak tego nie powiedziałem, bo to brzydkie słowo, a jak człowiekowi przychodzi na myśl coś brzydkiego, to bardziej mu wypada gnieść to w sobie niż wydalać na zewnątrz. I kiedy już się ochłonie, najczęściej się nie odpowiada na pytanie, tylko atakuje osobę, która jest najbliżej) A co to ma wspólnego z moją książką? No właśnie nie wiem. Ty mi to powiedz. To zdanie nie ma nic wspólnego z moją książką. To mogę już iść grać w Wormsy? (później jeszcze długo zastanawiałem się nad tą zagadką i doszedłem do wniosku, że jest to pytanie, które ma bardzo dużo wspólnego z moją książką, a być może też w genialny sposób ją streszcza. Dorośli bardzo powoli kumają co się do nich mówi, bo „mak” im się kojarzy z narkomanią, „motylek” ze stylem pływackim, a „odkryłeś” z Krzysztofem Kolumbem) * Tytuł rozmowy zaczerpnąłem z napisu, jaki znajdował się na szkolnej ławce w gabinecie chemicznym. Podczas mojej edukacji bardzo często go czytałem chowając się w ostatnim rzędzie przed pytaniami nauczycieli. O AUTORZE Filip Zawada Urodzony we Wrocławiu. Poeta, prozaik i muzyk. Grał w zespołach AGD, Pustki i Indigo Tree obecnie muzykuje sam w formacji ITOITO. Pisze bloga na powiązania TEKSTY AUTORA TEKSTY O KSIĄŻCE TEKSTY O AUTORZE Odsiecznagrania / Z Fortu do Portu Filip Zawada Marta Podgórnik Roman Honet Zapis spotkania autorskiego “Odsiecz” z Romanem Honetem, Martą Podgórnik i Filipem Zawadą w ramach 20. edycji festiwalu Port Literacki 2015. WIĘCEJ Poeci: Filip ZAWADAnagrania / Między wierszami Filip Zawada Program telewizyjny „Poeci”, w którym Wojciech Bonowicz rozmawia z Filipem Zawadą. WIĘCEJ Rozmowa o książce Sposoby na zaśnięciewywiady / O KSIĄŻCE Anna Podczaszy Bohdan Zadura Filip Zawada Jerzy Jarniewicz Joanna Mueller Marianna Sztyma Tomasz Broda Zbigniew Machej Dzieci zadają pytania autorom i autorkom książki Sposoby na zaśnięcie, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 13 lipca 2015 roku. WIĘCEJ Tłumaczenie z polskiego na polskirecenzje / KOMENTARZE Filip Zawada Komentarz Filipa Zawady do fragmentu książki Pod słońce było, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 31 grudnia 2014 roku. WIĘCEJ Z uwagi na tekst?debaty / ANKIETY I PODSUMOWANIA Filip Zawada Głos Filipa Zawady w debacie “Z uwagi na tekst”. WIĘCEJ Wakacyjne zendebaty / ANKIETY I PODSUMOWANIA Filip Zawada Głos Filipa Zawady w debacie “Wakacje z książkami”. WIĘCEJ Wiersz w drodzerecenzje / KOMENTARZE Filip Zawada Autorski komentarz do fragmentu tekstu Trzy ścieżki nad jedną rzeką sumują się. WIĘCEJ Jeśli to przez tę rozmowę w korytarzuwywiady / O KSIĄŻCE Filip Zawada Katarzyna Fetlińska Z Filipem Zawadą o książce Trzy ścieżki nad jedną rzeką sumują się rozmawia Katarzyna Fetlińska. WIĘCEJ Telewizorowanierecenzje / KOMENTARZE Filip Zawada Komentarz Filipa Zawady do książki Świetne sowy, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 2 lutego 2013 roku. WIĘCEJ Robin Hood z haikuwywiady / O PISANIU Filip Zawada Z Filipem Zawadą o książce Świetne sowy rozmawia Paweł Jarodzki. WIĘCEJ Testowane na dzieciachrecenzje / KOMENTARZE Filip Zawada Komentarz Filipa Zawady do książki Skaczący Myszka Briana Pattena, wydanej nakładem Biura Literackiego 28 kwietnia 2011 roku. WIĘCEJ Poeci: Filip ZAWADAnagrania / Między wierszami Filip Zawada Program telewizyjny „Poeci”, w którym Wojciech Bonowicz rozmawia z Filipem Zawadą. WIĘCEJ Filip Zawada Pod słońce byłorecenzje / ESEJE Magdalena Wołowicz Recenzja Magdaleny Wołowicz z książki Filipa Zawady Pod słońce było, która ukazała się na blogu Kącik z książkami. WIĘCEJ Opowieść o niezwyczajnym szaleństwierecenzje / ESEJE Marcin Pawlik Recenzja Marcina Pawlika z książki Pod słońce było Filipa Zawady, która ukazała 9 lutego 2015 roku na stronie WIĘCEJ Terapia łukiem i piórem …czyli o Filipie, który znalazł wewnętrzny spokójrecenzje / ESEJE Mikołaj Marszycki Recenzja Mikołaja Marszyckiego z książki Pod słońce było Filipa Zawady, która ukazała na blogu Mikołaj Marszycki: Na temat. WIĘCEJ Jak żyć, panie Zawada, jak żyć?recenzje / ESEJE Barbara Englender Recenzja Barbary Englender z książki Pod słońce było Filipa Zawady, która ukazała się 24 kwietnia w portalu WIĘCEJ Czasem najlepiej widać, gdy się patrzy pod słońcerecenzje / ESEJE Dorota Olearczyk Recenzja Doroty Olearczyk z książki Pod słońce było Filipa Zawady, która ukazała się 18 stycznia 2015 roku na stronie WIĘCEJ Filip Zawada Pod słońce byłorecenzje / ESEJE Ula Orlińska-Frymus Recenzja Uli Orlińskiej-Frymus z książki Pod słońce było Filipa Zawady, która ukazała się 22 stycznia 2015 roku na stronie WIĘCEJ Przeciwnikiem zawsze jesteś ty samrecenzje / ESEJE Tymoteusz Milas Recenzja Tymoteusza Milasa z książki Pod słońce było Filipa Zawady. WIĘCEJ Tłumaczenie z polskiego na polskirecenzje / KOMENTARZE Filip Zawada Komentarz Filipa Zawady do fragmentu książki Pod słońce było, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 31 grudnia 2014 roku. WIĘCEJ Mały duży apokryf Filiparecenzje / IMPRESJE Jacek Gutorow Esej Jacka Gutorowa towarzyszący premierze książki Pod słońce było Filipa Zawady, wydanej w Biurze Literackim 31 grudnia 2014 roku. WIĘCEJ Notatki o nowej książce Filipa Zawadyrecenzje / IMPRESJE Karol Maliszewski Esej Karola Maliszewskiego towarzyszący premierze książki Pod słońce było Filipa Zawady, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 31 grudnia 2014 roku. WIĘCEJ Filip Zawada Pod słońce byłorecenzje / ESEJE Magdalena Wołowicz Recenzja Magdaleny Wołowicz z książki Filipa Zawady Pod słońce było, która ukazała się na blogu Kącik z książkami. WIĘCEJ Opowieść o niezwyczajnym szaleństwierecenzje / ESEJE Marcin Pawlik Recenzja Marcina Pawlika z książki Pod słońce było Filipa Zawady, która ukazała 9 lutego 2015 roku na stronie WIĘCEJ Terapia łukiem i piórem …czyli o Filipie, który znalazł wewnętrzny spokójrecenzje / ESEJE Mikołaj Marszycki Recenzja Mikołaja Marszyckiego z książki Pod słońce było Filipa Zawady, która ukazała na blogu Mikołaj Marszycki: Na temat. WIĘCEJ Jak żyć, panie Zawada, jak żyć?recenzje / ESEJE Barbara Englender Recenzja Barbary Englender z książki Pod słońce było Filipa Zawady, która ukazała się 24 kwietnia w portalu WIĘCEJ Czasem najlepiej widać, gdy się patrzy pod słońcerecenzje / ESEJE Dorota Olearczyk Recenzja Doroty Olearczyk z książki Pod słońce było Filipa Zawady, która ukazała się 18 stycznia 2015 roku na stronie WIĘCEJ Filip Zawada Pod słońce byłorecenzje / ESEJE Ula Orlińska-Frymus Recenzja Uli Orlińskiej-Frymus z książki Pod słońce było Filipa Zawady, która ukazała się 22 stycznia 2015 roku na stronie WIĘCEJ Przeciwnikiem zawsze jesteś ty samrecenzje / ESEJE Tymoteusz Milas Recenzja Tymoteusza Milasa z książki Pod słońce było Filipa Zawady. WIĘCEJ Filip Zawada Trzy ścieżki nad jedną rzeką sumują sięrecenzje / ESEJE Ula Orlińska-Frymus Recenzja Uli Orlińskiej-Frymus z książki Trzy ścieżki nad jedną rzeką sumują się Filipa Zawady, która ukazała się 27 listopada 2014 roku na stronie WIĘCEJ Mały duży apokryf Filiparecenzje / IMPRESJE Jacek Gutorow Esej Jacka Gutorowa towarzyszący premierze książki Pod słońce było Filipa Zawady, wydanej w Biurze Literackim 31 grudnia 2014 roku. WIĘCEJ Notatki o nowej książce Filipa Zawadyrecenzje / IMPRESJE Karol Maliszewski Esej Karola Maliszewskiego towarzyszący premierze książki Pod słońce było Filipa Zawady, która ukazała się nakładem Biura Literackiego 31 grudnia 2014 roku. WIĘCEJ Między poezją a proząrecenzje / ESEJE Marta Dudek Recenzja Marty Dudek z książki Trzy ścieżki nad jedną rzeką sumują się Filipa Zawady, która ukazała 19 marca 2014 roku na stronie WIĘCEJ Kogucia mantra, świetna migawka i niesprawiedliwośćrecenzje / ESEJE Przemysław Koniuszy Recenzja Przemysława Koniuszego z książki Świetne sowy Filipa Zawady, która ukazała się 29 kwietnia 2013 roku na stronie Biblioteka Młodego Człowieka. WIĘCEJ Koguto – człowiek pieje w nocrecenzje / ESEJE Marek Olszewski Recenzja Marka Olszewskiego z książki Świetne sowy Filipa Zawady, która ukazała się w lipcu 2013 roku w Nowej Dekadzie Krakowskiej. WIĘCEJ Różnicowanie sumyrecenzje / IMPRESJE Przemysław Rojek Esej Przemysława Rojka towarzyszący premierze książki Trzy ścieżki nad jedną rzeką sumują się Filipa Zawady. WIĘCEJ Obojętny stukot kółrecenzje / ESEJE Rafał Rżany Recenzja Rafała Rżanego z książki Psy pociągowe Filipa Zawady, która ukazała się na łamach “Nowych Książek”. WIĘCEJ W pociągu byle jakimrecenzje / ESEJE Magda Piekarska Recenzja Magdy Piekarskiej z ksiażki Psy pociągowe Filipa Zawady. WIĘCEJ Pociąg do egzystencjalizmurecenzje / ESEJE Wojciech Browarny Recenzja Wojciecha Browarnego z książki Psy pociągowe Filipa Zawady. WIĘCEJ
Gdy Krzysztof Kolumb 12 października 1492 roku dopłynął do brzegów Nowego Świata, doszło do nagłego zderzenia dwóch całkowicie odmiennych kultur i cywilizacji. Tego dnia, spokojni i pokojowo nastawieni do przybyszów Arawakowie przywitali na swojej ziemi aroganckich, okrutnych i żądnych złota Hiszpanów. Gwałty, grabieże, wyzysk, zniszczenia oraz morderstwa, dokonywane na tubylcach – wszystko to działo się za przyzwoleniem człowieka, którego nazwisko przeszło do legendy i jest dziś nierozerwalnie związane z odkryciem Ameryki. Kim był ten człowiek, skąd pochodził i jakie były jego rzeczywiste intencje? Oprócz wszystkich niejasności, związanych z prawdziwym nazwiskiem i pochodzeniem Krzysztofa Kolumba, istnieje jeszcze jedna, dużo bardziej mroczna tajemnica, o której świat zapomniał… Spotkanie Arawaków z Hiszpanami stało się początkiem nie tylko dominacji białego człowieka w Nowym Świecie, ale i wstępem do zagłady rdzennych mieszkańców nowo odkrytego lądu. Odkrycie Ameryki rozpoczęło erę podróży morskich do coraz odleglejszych lądów, nieznanych dotąd mieszkańcom starego kontynentu. Historia wypraw i odkryć Krzysztofa Kolumba przedstawiana jest w wielu filmach i książkach jako wielka, bohaterska przygoda dzielnych żeglarzy. Tymczasem prawda o tych wydarzeniach jest znacznie bardziej mroczna niż można byłoby przypuszczać… Domniemany portret Krzysztofa Kolumba z roku 1519,autorstwa Sebastiano del Piombo. Mimo, że Krzysztof Kolumb jest dziś znany na całym świecie jako wielki żeglarz, podróżnik, nawigator, tak naprawdę niewiele wiadomo o jego życiu. Wiele faktów z jego biografii wciąż skrywa się w mroku historii. Historycy i badacze ciągle spierają się o to, kiedy tak naprawdę urodził się odkrywca Ameryki i skąd właściwie pochodził. Według oficjalnej historii Krzysztof Kolumb (kat. Cristòfor Colom lub Cristòfol Colom, wł. Cristoforo Colombo, hiszp. Cristóbal Colón) przyszedł na świat w Genui, w domu mieszczącym się przy Porta dell’Olivella. Nie wiadomo dokładnie kiedy – przyjmuje się, że miało to miejsce pomiędzy 25 sierpnia, a 31 października 1451 roku. Jego ojcem miał być genueński tkacz i drobny kupiec Domenico Colombo. Z tymi faktami nie zgadza się wielu badaczy z całego świata. Amerykański profesor i mediewista Charles J. Merrill, na podstawie wieloletnich badań dokumentów oraz po analizie odręcznego pisma Kolumba doszedł do wniosku, że pochodził on z Kastylii, a jego prawdziwe nazwisko to „Colom”. Całkiem inną biografię żeglarza zaproponowała w latach 80. XX wieku Ruth Durlacher-Wolper. W swojej pracy zatytułowanej „Christophoros Columbus: A Byzantine Prince from Chios, Greece” udowadnia, że Kolumb był Grekiem, urodzonym i wychowanym na greckiej wyspie Chios. Z jej teorią zgadza się polski pisarz i publicysta Jarosław Molenda („Krzysztof Kolumb. Odkrywca z wyspy Chios”). Zupełnie odmienne zdanie ma na ten temat hiszpański badacz Alfonso Ensenat de Villalonga, który kilka lat temu wywrócił dotychczasową wiedzę o Kolumbie do góry nogami. W jednej z telewizji zaprezentował śmiałą tezę, że Kolumb mógł co prawda pochodzić z Genui ale nie był synem tkacza tylko właściciela sklepu, a na chrzcie otrzymał imię Pedro. Jego prawdziwe nazwisko miało brzmieć „Scotto” i nie było pochodzenia włoskiego tylko szkockiego. Ostatnia z głośnych teorii na temat pochodzenia genueńskiego żeglarza pojawiła w roku 2006. Portugalski pisarz i historyk amator Manuel Rosa, po niemal 20 latach badań i poszukiwań, doszedł do wniosku, że Krzysztof Kolumb był synem polskiego króla Władysława III Warneńczyka, który miał cudem przeżyć bitwę pod Warną w roku 1444 i po swojej ucieczce osiąść na portugalskiej Maderze pod przybranym imieniem „Henryk Niemiec” („Herique Alemao”). Wszystkie zebrane dowody Rosa opublikował w książce „Kolumb. Historia nieznana” (2012) i wystąpił nawet do władz katedry na Wawelu o możliwość zbadania szczątków Władysława Jagiełły (ojca Warneńczyka) w celu wykonania badań DNA, potwierdzających jego teorię. Badania nad materiałem genetycznym wciąż trwają i w przyszłości okaże się, czy ta kontrowersyjna teza okaże się prawdziwa. Krzysztof Kolumb przed królową Izabelą I autorstwa Emanuela Gottlieba Leutze z roku 1843. Krzysztof Kolumb od najmłodszych lat odbywał morskie podróże. W tym samym czasie, oprócz nauki morskiego rzemiosła, studiował pisma antycznych pisarzy, takich jak Seneka, Strabon i Arystoteles. Porównywał je z pracami współczesnych jemu humanistów. Największe wrażenie wywarło na nim dzieło Piotra z Ailly (Pierre d’Ailly) „Imago Mundi”. Gdy jego oczom ukazała się mapa słynnego floreńskiego astronoma i matematyka Paola del Pozzo Toscanellego w jego głowie zrodził się pomysł dotarcia do Azji, płynąc na zachód. Jego przypuszczenia zdawały się potwierdzać docierające do niego plotki, jakoby portugalscy rybacy zapuszczali się czasami do nieznanych lądów na zachód od Portugalii. Swój pomysł Kolumb przedstawił najpierw królowi Portugalii Janowi II. Monarcha nie był jednak zainteresowany finansowaniem tak ryzykownej wyprawy. Odrzucony żeglarz przeniósł się w roku 1485 do Hiszpanii i dzięki swoim znajomościom dotarł na dwór królewskiej pary. Król Ferdynand II Aragoński i jego żona, królowa Izabela I Kastylijska byli bardziej otwarci na możliwość odkrycia nowej drogi do Indii. Pod nazwą „Indie” określano ówcześnie całe południowo-wschodnie wybrzeże Azji aż po Kataj (dzisiejsze Chiny) i kraj Cipangu (Japonia). Niedawne zjednoczenie Hiszpanii uczyniło z królestwa jedno z nowożytnych państw. Marzenia o byciu potęgą jak Anglia lub Francja przybierały na sile. Do tego potrzebne były jednak bogactwa w postaci złota, kolonii i wszystkiego, co można było przywieźć z nowych terytoriów. Powszechne było przekonanie, że Azja obfituje w złoto, jedwab i bardzo cenne przyprawy korzenne. Turcy kontrolowali szlaki lądowe do Indii, Portugalczycy płynęli do Azji okrążając Afrykę. Hiszpania potrzebowała nowej drogi – szybszej, tańszej i mniej ryzykownej. O tym wszystkim zapewnił królewską parę Kolumb, który wiedział, że Ziemia jest okrągła i można dotrzeć do Indii, żeglując na zachód. Plany trzeba było jednak odłożyć na 7 lat, najpierw Hiszpania musiała uporać się z rekonkwistą… Rodrigo de Triana, marynarz, który jako pierwszy zobaczył nowy ląd. Pomnik w jego rodzinnej Sewilli. W roku 1492 wszystko było już gotowe do wyprawy, którą częściowo sfinansował królewski dwór. Pozostałe środki wyłożyła zamożna rodzina kupiecka Pinzon. Krzysztofowi Kolumbowi w zamian za odkrycie nowej drogi obiecano dożywotni tytuł „Wielkiego Admirała Oceanu”, stanowisko namiestnika nowo odkrytych ziem oraz jedną dziesiątą część zysków z wyprawy. Zgodnie z królewskim rozporządzeniem, w porcie Palos Kolumb otrzymał dwie 20-metrowe karawele o nazwach „Niña” i „Pinta”. Na swój okręt flagowy wybrał okazałą „Santa Marię”, którą wydzierżawił od Juana de la Cosy. Kotwice podniesiono 3 sierpnia 1492 roku. Po postoju w Las Palmas na Wyspach Kanaryjskich, 5 września eskadra trzech okrętów z 89 członkami załogi wyruszyła na zachód. Kolumb z powodu błędnego oszacowania wielkości ziemskiego globu mylnie przypuszczał, że podróż nie zajmie mu więcej niż dwa tygodnie. Po miesiącu żeglugi załoga zaczęła wykazywać zniecierpliwienie i złość. Kapitan, aby zapobiec buntowi swojej załogi, zmuszony był to oszukiwania podwładnych odnośnie prędkości i przebytych mil. W końcu po 33 dniach od opuszczenia Las Palmas, 12 października około godzinny 2:00 w nocy, jeden z marynarzy na „Santa Marii” – 23-letni Rodrigo de Triana z Sewilli zauważył światło księżyca odbijające się od białych piasków plaży stałego lądu. Jego okrzyk: „Tierra! Tierra!” („Ziemia! Ziemia!”) zbudził załogę i na okrętach zapanowała euforia. Krzysztof Kolumb odetchnął w ulgą, w końcu dotarł do Indii. Nie wiedział jeszcze, jak bardzo się myli… W momencie odkrycia nowego lądu, Kolumb ukazał swoje prawdziwe oblicze człowieka pozbawionego wszelkich skrupułów. Marynarzowi, który jako pierwszy zobaczył ziemię przysługiwała roczna pensja w wysokości 10 tysięcy marevediów (hiszpańskich monet). Rodrigo de Triana nie otrzymał jednak należnej nagrody. Choć w swoim dzienniku Kolumb uwzględnił de Trianę, jako pierwszego obserwatora, to tuż po powrocie do Hiszpanii przywłaszczył sobie wspomnianą zapłatę, twierdząc przy tym, że sam osobiście ujrzał światło już noc wcześniej… NIEPROSZENI GOŚCIE ZE WSCHODU Indianka z plemienia z roku 1818. Gdy statki Kolumba zbliżyły się do lądu, w okolicach dzisiejszych Bahamów, na powitanie z przybyszami przypłynęli przedstawiciele Arawaków – tubylczego ludu zamieszkującego te tereny. Arawakowie żyli w wiejskich wspólnotach i trudnili się głównie rolnictwem. Uprawiali kukurydzę, bataty i maniok. Potrafili także prząść i tkać. Wszystkie prace wykonywali własnymi rękami, nie posiadali koni ani innych zwierząt roboczych. Nie znali również żelaza. Posiadali jednak coś, co od razu przykuło uwagę gości – złoto, z którego wykonywali niewielkie ozdoby noszone przez Arawaków w uszach. Nadzy ludzie o ciemniejszej skórze przybiegli, by z bliska przyjrzeć się niezwykłym statkom, które dobiły do brzegu. Gdy Hiszpanie zeszli na ląd, miejscowi przynieśli im jedzenie i małe podarunki. Przybysze, posiadający dziwną broń i mówiący dziwnym językiem, nie byli jednak zainteresowani prezentami. Chcieli zupełni czegoś innego… Przyjaźnie nastawieni tubylcy zostali nazwani przez kapitana „Indianami” i niemal natychmiast zapytani o drogę prowadzącą do źródła tego pożądanego przez Hiszpanów kruszcu. Wskazali na południe. W tym samym momencie przed Kolumbem pojawiła się wizja nieograniczonego bogactwa i sławy. Wydawało mu się, że znalazł to, po co przypłynął z drugiego krańca ziemi. Szybko spostrzegł, że wykorzystując łagodność Arawaków można odnieść kolejną wielką korzyść – zdobyć darmowych niewolników. Swoje spostrzeżenia zapisał w dzienniku: „(...)była to ludność bardzo uboga i pozbawiona wszystkiego. Chodzili zupełnie nago tak jak ich matka na świat wydała, zarówno mężczyźni jak i kobiety... Broni nie mają i nie wiedzą, co to jest, gdyż kiedy im pokazałem miecze, niewiedza ich była taka, że chwytali je za ostrza i pocięli sobie palce. Żelaza nie posiadają. Ich strzały są to dzirity bez żelaznych ostrzy, niekiedy osadzają na ich końcu ości rybne lub inne przedmioty twarde (...) Można by z nich zrobić doskonałych robotników, są inteligentni, widzę bowiem, że powtarzają od razu wszystko co im się mówi. Pięćdziesięciu ludzi wystarczyłoby zupełnie, aby utrzymać ich w ryzach i kazać wykonywać wszystko, cokolwiek by się od nich żądało.” Fotografia z roku 1880, przedstawiająca Arawaków. Krzysztof Kolumb był zaskoczony zachowaniem Arawaków. Posiadali oni cechy, które nie były zbyt powszechne w miejscu, skąd przypłynął – w Europie doby rodzącego się renesansu. Niezwykła gościnność, szczerość, bezinteresowność i hojność – Hiszpanie bez żadnych zahamowani wykorzystali to najlepiej jak tylko potrafili. W zamian za złote ozdoby oddawali Indianom bezwartościowe drobiazgi, takie jak kolorowe dzwoneczki lub szklane koraliki, które tubylcy przyjmowali z nieopisaną radością: „Aby pozyskać ich przyjaźń - zdawałem sobie bowiem sprawę, że byli to ludzie, którzy poddaliby się nam i nawrócili na naszą świętą religię raczej przez miłość niźli siłą - kazałem rozdać niektórym czapeczki kolorowe oraz naszyjniki szklane, które zawieszali na szyjach, a także inne drobiazgi oraz przedmioty niewielkiej wartości, z czego wielką radość mieli i przywiązali się do nas nad podziw. (...) Widzieliśmy potem, jak podpływali wpław do łodzi okrętowych, w których znajdowaliśmy się, przynosząc nam papugi, kłębki bawełny, strzały oraz wiele innych rzeczy. Wymieniali to wszystko za pewne drobiazgi przez nas ofiarowane jak np. małe naszyjniki ze szkła i dzwoneczki. Jednym słowem brali wszystko, co im ofiarowaliśmy, i na wymianę bez wahania oddawali wszystko co posiadali.” Ale Hiszpanom nie wystarczały małe ozdoby. Chcieli więcej. Kolumb nie tracił więc czasu i uprowadził kilku Arawaków na swój statek. Mieli oni przebywać w niewoli tak długo, aż nie nauczą się porozumiewać z przybyszami: „Ledwie przybyłem do Indii, siłą porwałem kilku miejscowych na pierwszej odkrytej wyspie, aby nauczyli się naszego języka i aby udzielili mi wiadomości o wszystkim, co znajduje się w tych stronach.” PRAWDZIWA TWARZ ODKRYWCÓW Rycina Gaspara Roiga z roku 1851 przedstawiającabudowę osady „La Navidad” na wyspie Hispaniola. Schwytani tubylcy, pod groźbą kary, szybko wskazali, gdzie należy szukać złota. Dzięki wskazówkom Arawaków 28 października 1492 roku Kolumb odkrył Kubę, a 6 grudnia Hispaniolę (dzisiejsze Haiti) – wyspę, która wybrał na swoją kwaterę. Tam odkrył w rzece grudki złota, a od jednego z miejscowych władców otrzymał w darze maskę, wykonana ze szczerego złota. Prezent ten jeszcze bardziej rozpalił wyobraźnię Genueńczyka. Był pewny, że złotonośna kraina jest na wyciągnięcie ręki. Gdy „Santa Maria”, jego flagowy okręt, osiadł na mieliźnie Kolumb nakazał pozyskać z niej wszelkie możliwe drewno, które posłużyło do wzniesienia pierwszej stałej osady. Nazwano ją „La Navidad” („Boże Narodzenie”), gdzie pozostawił 39 członków swojej załogi z rozkazem odnalezienia złota, a sam ze swoimi indiańskimi zakładnikami na pokładzie ocalałych statków („Niny” i „Pinty”) wyruszył w dalszą podróż. Nic nie szło jednak po myśli Hiszpanów, a ich zniecierpliwienie, spowodowane brakiem sukcesu w zdobywaniu bogactw zaczęło wkrótce ukazywać prawdziwą twarz przybyszów. Coraz częściej dochodziło do konfliktów z miejscową ludnością. Na jednej z wysp Hiszpanie wdali się w potyczkę z tubylcami, którzy źle potraktowani odmówili dostarczenia łuków i strzał. Sfrustrowani Europejczycy zaczęli wymierzać kary za nieposłuszeństwo według własnego uznania. Indianie zaczęli ginąć od nieznanej sobie wcześniej broni – ostrych, żelaznych mieczy. Krzysztof Kolumb potrzebował wsparcia, które zamierzał zdobyć po powrocie do Europy. Pożeglował więc z powrotem do Hiszpanii, zabierając ze sobą wielu jeńców. Skoro nie zdobył tyle złota, ile zapragnął, musiał na królewskim dworze pokazać coś w zamian. Ku jego rozpaczy wielu Indian zmarło jednak w drodze powrotnej z powodu trudów podróży i znacznego ochłodzenia, na które tubylcy nie byli przygotowani. Ci, którzy przeżyli mieli być dowodem na możliwość osiągnięcia niewyobrażalnych korzyści, jeśli tylko królewska para zdecyduje się sfinansować kolejną wyprawę. Aby osiągnąć swój cel, Kolumb zmuszony został do znacznego zafałszowania relacji na temat swoich odkryć… Rysunek naszkicowany prawdopodobnie przez samego Krzysztofa Kolumba, przedstawiający wyspę Hispaniola. „TYLE ZŁOTA, ILE KTO ZECHCE…” Powrót Krzysztofa Kolumba przed oblicze królewskiej pary, po pierwszejwyprawie. Obraz autorstwa Eugene'a Delacroix z roku 1839. Na madryckim dworze, w marcu 1493 roku, król Ferdynand II i królowa Izabela I z wielkim zaciekawieniem wysłuchali opowieści Kolumba, który przedstawił mocno przesadzony raport ze swojej podróży. Opowiadał jak dotarł do Indii oraz nieznanej wcześniej wyspy u wybrzeży Chin. W jego słowach prawda ciągle mieszała się z fikcją. W swoim wystąpieniu przed królewska parą twierdził: „Wyspa Hispaniola to istny cud. Wszystko jest tam wspaniałe, łańcuchy górskie i szczyty, a także doliny. Ziemia jest tam doskonała i żyzna, zdaje się nadawać do zasiewów i wszelkiej uprawy. Co się zaś tyczy portów morskich, trudno uwierzyć komuś, kto tego na własne oczy nie zobaczył. Wiele rzek szerokich o wodzie doskonałej, a w większości z nich toczy się złoto, tyle ile człowiek może zapragnąć. Jest tam wiele korzeni, kopalnie złota wielkie i innych kruszców pod dostatkiem.” Wspomniał także o niezliczonych rzeszach silnych i zdrowych tubylców, którzy nie znają pieniędzy i za darmo mogą podołać każdej, nawet najcięższej pracy na rzecz Boga i Hiszpanii. Swój raport Genueńczyk zakończył prośbą o pomoc w zorganizowaniu kolejnej wyprawy. W zamian za finanse obiecał, że z następnej podróży przywiezie do Madrytu „tyle złota, ile kto zechce i tylu niewolników, ilu kto zapragnie mieć”. Słowa odkrywcy zrobiły na królewskiej parze tak wielkie wrażenie, że już wkrótce Kolumb otrzymał 17 statków i ponad 1200 ludzi, oddanych mu do dyspozycji. Określono też jasny cel drugiej wyprawy: niewolnicy i złoto. 25 września 1493 roku okręty Krzysztofa Kolumba odpłynęły za zachód… List napisany własnoręcznie przez Kolumba podczas powrotu z pierwszej wyprawy do Hiszpanii w roku 1493. Adresatami listubyła królewska para, Ferdynadn i Izabela. Podczas nieobecności Kolumba w Nowym Świecie, Hiszpanie z „La Navidad” plądrujący wyspę Hispaniolę w poszukiwaniu złota, zatracili całkowicie wszelkie swoje ludzkie oblicze. Siłą zmuszali Indian do wyczerpującej fizycznej pracy. Zaczęli również porywać kobiety i dzieci. Uprowadzone ofiary były później brutalnie gwałcone. Takie barbarzyństwo doprowadziło z czasem do buntu miejscowej ludności. Doszło do krwawej potyczki z Europejczykami, w wyniku której wszyscy marynarze zostali zabici, a osada zniknęła z powierzchni ziemi. Po powrocie na Hispaniolę Krzysztof Kolumb odnalazł tylko niewielkie ślady po byłej osadzie. Szybko domyślił się, co było przyczyna upadku „La Navidad”, jednak nie wyraził żadnego zaniepokojenia tym faktem. Jego myśli płynęły w zupełnie innym kierunku i natychmiast przystąpił do realizacji celów, dla których przypłynął. Wysłał w głąb wyspy ekspedycję, która miała zapełnić złotem ładownie okrętów. Złota jednak nie przybywało, a tubylcy mieli coraz bardzie wrogie nastawienie do przybyszów. Rozpoczęły się również wielkie łowy niewolników. W ciągu kilku kolejnych dni schwytano prawie 2000 Arawaków. Mężczyźni, kobiety i dzieci zostali zamknięci w specjalnych zagrodach, których strzegli Hiszpanie i ich psy. Na okręty zabrano około 500 najsilniejszych jeńców, z zamiarem dostarczenia ich do Hiszpanii. Prawie połowa z nich zmarła jednak w drodze powrotnej. Ci, którym udało się przeżyć zostali w Madrycie wystawieni na sprzedaż przez katolickich archidiakonów. Zarobek ze sprzedaży ludzi był jednak zbyt mały, a wierzyciele wciąż czekali na spłatę długu zaciągniętego przez Kolumba. Odkrywca musiał więc zacząć spełniać swoją obietnicę wypełnienia ładowni złotem. W miejscach, gdzie spodziewał się złotonośnych pól rozkazał wszystkim Indianom powyżej 14 roku życia zbierać złoto i co 3 miesiące przynosić mu określoną jego ilość. Wszyscy ci, którym udało się zebrać wyznaczoną normę, otrzymywali specjalne odznaki wykonane z miedzi, które musieli nosić na szyi. Jeśli po określonym terminie któryś z tubylców nie miał takiej odznaki, Hiszpanie obcinali mu dłonie, a tak okaleczonych mężczyzn pozostawiano samych sobie, aby wykrwawili się na śmierć. PRACOWAĆ I UMRZEĆ W „ENCOMIENDAS”… Replika „Santa Marii”, flagowego okrętu Kolumba. Na terenach zajętych przez ludzi Kolumba złota za wiele nie było. Zdarzało się czasami zebrać jego niewielką ilość w postaci złotego piasku wydobytego ze strumieni, jednak to wciąż było dla najeźdźców za mało. Normy pracy wyznaczane Indianom okazywały się dla nich niewykonalne, a dla niektórych wręcz zabójcze, toteż coraz większa ilość miejscowych robotników zaczęła uciekać. Zbiegów jednak tropiono przy pomocy sprowadzonych do Nowego Świata psów i szybko wyłapywano. Za ucieczkę obowiązywała tylko jedna kara – śmierć! Mimo przewagi w uzbrojeniu Hiszpanów, którzy dysponowali zbrojami, muszkietami, mieczami i końmi (Indianie nie znali wcześniej tych zwierząt), Arawakowie zaczęli stawiać opór swoim prześladowcom. Każda próba powstania była jednak surowo karana. Buntujących się jeńców publicznie wieszano lub palono żywcem. Takie barbarzyństwo doprowadziło wielu tubylców do ostateczności. Arawakowie nie chcąc pogodzić się ze swoim nowym losem masowo zaczęli popełniać samobójstwa. Używali do tego specjalnej trucizny, przyrządzonej z manioku. Dochodziło również do makabrycznych sytuacji, w których matki zabijały własne dzieci i niemowlęta, aby uchronić je przed barbarzyńskimi Hiszpanami. W ciągu dwóch kolejnych lat, z powodu morderstw, egzekucji, wyniszczającej pracy i samobójstw, zmarła blisko połowa z 250-tysięcznej populacji rdzennych mieszkańców Haiti. Gdy dla Kolumba stało się jasne, że na wyspie nie ma już więcej złota, utworzono specjalne latyfundia (plantacje i majątki ziemskie), zwane potocznie „encomiendas”, gdzie zmuszano tubylców do niewolniczej pracy na rzecz hiszpańskich osadników. Indianie pracowali w morderczym tempie i umierali tysiącami. Szacuje się, że w roku 1515 populacja Arawaków wynosiła tylko 15 tysięcy ludzi. W roku 1550 było ich zaledwie 500. Według raportu, sporządzonego 100 lat później, na wyspie nie było już ani jednego Arawaka. HISZPAŃSKIE ZABAWY W ŚMIERĆ Pomnik Krzysztofa Kolumba w Barcelonie. Z każdym kolejnym dniem arogancja i pycha Hiszpanów rosły w siłę. Dochodziło nawet do sytuacji, w których kolonizatorzy wykorzystywali Indian niemal do wszystkich czynności. Gdy wędrowali po terenach niedostępnych dla swoich koni, aby nie chodzić pieszo kazali się nosić Arawakom na plecach lub w specjalnych hamakach. Dodatkowo tubylcy musieli nieść wielkie liście, którymi osłaniali Hiszpanów przed słońcem. Inni musieli wachlować Europejczyków ptasimi skrzydłami. Władza absolutna doprowadziła do niespotykanego okrucieństwa. Życie Indian przestało mieć jakąkolwiek wartość, a Hiszpanie zabijaniem Indian wypełniali sobie wolny czas. Zdarzały się sytuacje, kiedy po ostrzeniu kling swoich mieczy najeźdźcy sprawdzali ich ostrość, odcinając kawałki ciał schwytanych Arawaków. W zapiskach z tego okresu zachował się opis niezwykle okrutnego wydarzenia – dwóch hiszpańskich marynarzy spotkało na swojej drodze dwóch małych, indiańskich chłopców niosących papugę. Europejczycy zabrali im ptaka i dla zabawy obcięli chłopcom głowy. Podejmowane przez Indian próby obrony przed „okupantami” nie przynosiły powodzenia. Buntowników i uciekinierów karano z coraz większą surowością. Nie zważano przy tym w ogóle na płeć, ani na wiek mordowanych Arawaków. „CZYNY TAK OBCE LUDZKIEJ NATURZE” Bartolomé de Las Casas (1484-1566), największyprzeciwnik okrucieńska hiszpańskich dzieło „Historia de la Indias” („Historia Indii”)stało się skarbnicą wiedzy o okrucieństwie Hiszpanów. Największym przeciwnikiem okrucieństwa Hiszpanów wobec Indian stał się jeden z nich - Bartolomé de Las Casas, urodzony w roku 1484 w Sewilli, hiszpański duchowny katolicki, a także prawnik i kronikarz. U boku Krzysztofa Kolumba uczestniczył on najpierw w podboju Kuby, a potem był właścicielem jednej z plantacji, na której pracowali indiańscy niewolnicy. Gdy stał się naocznym światkiem barbarzyństwa swoich rodaków, zrezygnował ze swojego majątku ziemskiego i stał się żarliwym obrońcą Indian i krytykiem okrutnego podboju przez Hiszpanów Nowego Świata. Po roku 1534 rozpoczął pracę nad wielotomowym dziełem „Historia de la Indias” („Historia Indii”), które stało się cennym źródłem informacji na temat hiszpańskiego barbarzyństwa. Las Casas zwracał uwagę, że Arawakowie byli niezwykle ufnymi i przyjaźnie nastawionymi ludźmi, co kolonizatorzy bez skrupułów wykorzystywali. Duchowny badał także relację pomiędzy Indianami, również te dotyczące podziału roli w plemionach pomiędzy kobietami i mężczyznami. Zauważył przy tym, że kobiety były w społeczeństwie Arawaków bardzo dobrze traktowane, co ogromnie zaskoczyło Hiszpanów: „Prawa małżeńskie nie istnieją. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni wybierają swoich partnerów i opuszczają ich wedle swej własnej woli, bez urazu i żalu, bez zazdrości i gniewu. Rozmnażają się w wielkiej obfitości, a ciężarne kobiety pracują aż do momentu porodu, a gdy rodzą, robią to niemal bezboleśnie. (…) Jeśli im się sprzykrzą mężczyźni, przerywają wtedy ciążę przy użyciu ziół wszelakich.” Katolicki kronikarz w drugim tomie swojego dzieła opisał to, w jaki sposób miejscowa ludność była traktowana przez Hiszpanów. Dzięki temu dziś znana jest cena, jaką Arawakowie zapłacili za niezwykły postęp cywilizacyjny, jakim bez wątpienia było dla Europy odkrycie przez Krzysztofa Kolumba Nowego Świata. Bartolomé de Las Casas nie uciekał od bezpośrednich i szczerych opisów, czym niejednokrotnie narażał się na wrogość swoich rodaków: „Niezliczone świadectwa dowodzą, że temperament tubylców jest łagodny i spokojny. My natomiast mieliśmy za zadanie nękać ich, grabić, mordować, ranić i niszczyć. Nic więc dziwnego, że Indianie próbowali od czasu do czasu zabić jednego z nas. (…) Prawdą jest, że admirał Kolumb ślepy był równie jak i ci, którzy przyszli po nim. Poza tym tak bardzo obawiał się, że nie zadowoli króla, że dopuścił się wobec Indian zbrodni większych niż jego ludzie i niemożliwych do naprawienia.” Oryginalna mapa Krzysztofa Kolumba z roku 1490. Las Casas szczegółowo opisał również warunki pracy Indian w hiszpańskich kopalniach złota. Był wstrząśnięty tym, że Arawakowie cierpieli i umierali w kopalniach, w całkowitym milczeniu – wiedząc, że nie mieli nikogo, do kogo mogliby się zwrócić o pomoc. O samej pracy w kopalniach pisał: „(…) wzgórza plądruje się od góry do dołu i z dołu do góry, tysiące razy. Indianie przekopują zbocza, kruszą skały, przenoszą kamienie, dźwigają na plecach ziemię, aby ją płukać w rzece. Ci zaś, którzy przepłukują złoto, tkwią przez cały czas w wodzie, tak bardzo pochyleni, że plecy mają stale zgięte. A gdy woda wdziera się do korytarzy kopalni, najżmudniejsze ze wszystkich zadań polega na ich osuszeniu poprzez czerpanie wody naczyniami i wylewanie jej na zewnątrz.” Aby wydobyć odpowiednią ilość złota, wyznaczoną przez Krzysztofa Kolumba, wyznaczona do tej pracy grupa Indian musiała przepracować w kopalni od 6 do 8 miesięcy. Po tym czasie śmierć zwykle ponosiło około jednej trzeciej każdej z grup. Podczas, gdy mężczyzn wysyłano do pracy w kopalniach, odległych najczęściej o wiele mil od ich rodzinnych wiosek, ich żony zmuszano do pracy na roli. Wykonywały niezwykle ciężkie roboty, takie jak kopanie i usypywanie tysięcy pagórków pod uprawę manioku. Kolumb w otoczeniu przestraszonych Indian w czasie zaćmienia księżyca z roku z 1879 roku. Małżonkowie widywali się nie częściej niż raz na 8 lub 10 miesięcy. Las Casas zwracał uwagę, ze podczas tych rzadkich spotkań mężczyźni i kobiety byli tak skrajnie wyczerpani i przygnębieni, że nie mieli sił na odbywanie stosunków seksualnych. Zaowocowało to tym, że Arawakowie przestali się rozmnażać. Gdy już kobietom udawało się zajść w ciążę i urodzić, noworodki umierały bardzo wcześnie, ponieważ głodne i przepracowane matki nie miały pokarmu, aby wykarmić dziecko. Z tego powodu na Kubie, podczas pobytu tam kronikarza, w ciągu 3 miesięcy zmarło ponad 7 tysięcy dzieci. Niektóre matki, w akcie desperacji, same topiły swoje potomstwo. Tak właśnie na oczach Bartolomé de Las Casasa dochodziło do wymierania całej społeczności Arawaków. Mężczyźni ginęli w kopalniach, kobiety przy pracy na roli, a ich dzieci z głodu lub z ręki własnych matek. „W krótkim czasie ta kraina, niegdyś tak wspaniała, potężna i żyzna wyludniła się. Moje oczy widziały czyny tak obce ludzkiej naturze, że nawet teraz drżę, gdy o nich myślę i piszę.” Gdy Bartolomé de Las Casas przybył na Haiti w roku 1508, według jego zapisków na wyspie żyło 60 tysięcy ludzi. Wynika z tego, ze w latach 1494-1508, w wyniku wojen, niewolnictwa, pracy w ciężkich warunkach i morderstw dokonywanych przez Hiszpanów zmarło ponad 3 miliony rdzennych mieszkańców tych ziem. Nawet jeśli liczby te są przesadzone, nie zmienia to faktu, że obraz wspaniałych odkryć Krzysztofa Kolumba, który zachował się w pamięci kolejnych pokoleń Europejczyków, daleki jest od tego, jak naprawdę wyglądał podbój Nowego Świata. Życie rdzennych mieszkańców nie miało dla cywilizowanej Europy żadnego znaczenie – liczył się tylko zysk. Liczyło się złoto i nowe tereny do zasiedlenia… Śmierć Krzysztofa Kolumba na litografii z roku 1893. Trzecia i czwarta wyprawa Krzysztofa Kolumba, które miały miejsce odpowiednio w latach 1498-1500 i 1502-1504, sprawiły, że dominacja Europejczyków w Nowym Świecie wzrosła przyczyniając się do zagłady rdzennych mieszkańców obu Ameryk. I choć sam Kolumb popadł z czasem w niełaskę z powodu swoich autokratycznych rządów oraz okrucieństwa i bezwzględności nawet wobec swoich towarzyszy, a wielu jego ludzi opuściło go, by poszukiwać złota na własną rękę – genueński odkrywca zdołał oczyścić swoje dobre imię. Wpływowi wrogowie admirała postulowali, by odebrać przyznane mu wcześniej tytuły i przywileje, a na jego miejsce mianować nowego namiestnika nowo odkrytych ziem. Kolumb jednak (z pomocą swoich synów) umiejętnie wybrnął z tej sytuacji i powrócił do łask hiszpańskiej pary królewskiej. Z czwartej wyprawy Krzysztof Kolumb powrócił schorowany. Nie przywiózł obiecanego złota, nie było obiecanych bogactw. Królowa Izabela I już nie żyła, a król Ferdynand II nie udzielił Kolumbowi audiencji. Opuszczony, rozgoryczony i rozczarowany odkrywca Nowego Świata zmarł 20 maja 1506 roku w Valladolid. Jego ciało zostało pochowane najpierw tam, a 3 lata później w Sewilli. Zgodnie z jego ostatnią wolą, w roku 1537, trumna ze szczątkami Kolumba trafiła do katedry w Santo Domingo na Dominikanie. Czy Krzysztof Kolumb umierając zdawał sobie sprawę, ze odkrył nieznany wcześniej Europejczykom ląd? Zdania na ten temat są wśród historyków i badaczy podzielone. Częściej uznaje się jednak, że do końca swoich chwil Kolumb był święcie przekonany, że udało mu się dotrzeć do Indii – tak jak to sobie wymarzył… Srebrna karawela zawierającaprochy Krzysztofa Kolumba. Tak właśnie, przed ponad pięciuset laty, rozpoczęła się historia odkrycia Ameryki, czyli europejskiej inwazji na ziemię zamieszkałą przez spokojnych, wolnych i pokojowych Indian. Wydarzenie to jest przedstawiane w dzisiejszej popkulturze, w wielu książkach oraz filmach, jako wielka, bohaterska przygoda dzielnych żeglarzy ze starego kontynentu. Niewiele jest tam miejsca poświęconego barbarzyńskiemu rozlewowi krwi niewinnych Arawaków. Nie ma okrutnego podboju, zniewolenia, śmierci bezbronnych kobiet i dzieci. Nie ma niewolniczej pracy i gwałtów. Jest tylko dzielny odkrywca Ameryki – Krzysztof Kolumb, który najechał Nowy Świat dla dobra Europy, dla dobra ludzkości. Jest także „Columbus Day”, obchodzone corocznie w obu Amerykach, radosne święto, upamiętniające dzień 12 października 1492 roku. Dzień, w którym miliony Amerykanów bawi się na ulicach, krocząc w kolorowych pochodach, wymachując amerykańskimi flagami. Dzień, w którym Europa rozszerzyła swoje wpływy na świecie. Dzień, w którym rozpoczął się dla Indian początek ich końca…
Gdy Krzysztof Kolumb 12 października 1492 roku dopłynął do brzegów Nowego Świata, doszło do nagłego zderzenia dwóch całkowicie odmiennych kultur i cywilizacji. Tego dnia, spokojni i pokojowo nastawieni do przybyszów Arawakowie przywitali na swojej ziemi aroganckich, okrutnych i żądnych złota Hiszpanów. Gwałty, grabieże, wyzysk, zniszczenia oraz morderstwa, dokonywane na tubylcach – wszystko to działo się za przyzwoleniem człowieka, którego nazwisko przeszło do legendy i jest dziś nierozerwalnie związane z odkryciem Ameryki. Kim był ten człowiek, skąd pochodził i jakie były jego rzeczywiste intencje? Oprócz wszystkich niejasności, związanych z prawdziwym nazwiskiem i pochodzeniem Krzysztofa Kolumba, istnieje jeszcze jedna, dużo bardziej mroczna tajemnica, o której świat zapomniał… Spotkanie Arawaków z Hiszpanami stało się początkiem nie tylko dominacji białego człowieka w Nowym Świecie, ale i wstępem do zagłady rdzennych mieszkańców nowo odkrytego lądu. Odkrycie Ameryki rozpoczęło erę podróży morskich do coraz odleglejszych lądów, nieznanych dotąd mieszkańcom starego kontynentu. Historia wypraw i odkryć Krzysztofa Kolumba przedstawiana jest w wielu filmach i książkach jako wielka, bohaterska przygoda dzielnych żeglarzy. Tymczasem prawda o tych wydarzeniach jest znacznie bardziej mroczna niż można byłoby przypuszczać… WŁOCH, SZKOT CZY POLAK? Domniemany portret Krzysztofa Kolumba z roku 1519, autorstwa Sebastiano del Piombo. Mimo, że Krzysztof Kolumb jest dziś znany na całym świecie jako wielki żeglarz, podróżnik, nawigator, tak naprawdę niewiele wiadomo o jego życiu. Wiele faktów z jego biografii wciąż skrywa się w mroku historii. Historycy i badacze ciągle spierają się o to, kiedy tak naprawdę urodził się odkrywca Ameryki i skąd właściwie pochodził. Według oficjalnej historii Krzysztof Kolumb (kat. Cristòfor Colom lub Cristòfol Colom, wł. Cristoforo Colombo, hiszp. Cristóbal Colón) przyszedł na świat w Genui, w domu mieszczącym się przy Porta dell’Olivella. Nie wiadomo dokładnie kiedy – przyjmuje się, że miało to miejsce pomiędzy 25 sierpnia, a 31 października 1451 roku. Jego ojcem miał być genueński tkacz i drobny kupiec Domenico Colombo. Z tymi faktami nie zgadza się wielu badaczy z całego świata. Amerykański profesor i mediewista Charles J. Merrill, na podstawie wieloletnich badań dokumentów oraz po analizie odręcznego pisma Kolumba doszedł do wniosku, że pochodził on z Kastylii, a jego prawdziwe nazwisko to „Colom”. Całkiem inną biografię żeglarza zaproponowała w latach 80. XX wieku Ruth Durlacher-Wolper. W swojej pracy zatytułowanej „Christophoros Columbus: A Byzantine Prince from Chios, Greece” udowadnia, że Kolumb był Grekiem, urodzonym i wychowanym na greckiej wyspie Chios. Z jej teorią zgadza się polski pisarz i publicysta Jarosław Molenda („Krzysztof Kolumb. Odkrywca z wyspy Chios”). Zupełnie odmienne zdanie ma na ten temat hiszpański badacz Alfonso Ensenat de Villalonga, który kilka lat temu wywrócił dotychczasową wiedzę o Kolumbie do góry nogami. W jednej z telewizji zaprezentował śmiałą tezę, że Kolumb mógł co prawda pochodzić z Genui ale nie był synem tkacza tylko właściciela sklepu, a na chrzcie otrzymał imię Pedro. Jego prawdziwe nazwisko miało brzmieć „Scotto” i nie było pochodzenia włoskiego tylko szkockiego. Ostatnia z głośnych teorii na temat pochodzenia genueńskiego żeglarza pojawiła w roku 2006. Portugalski pisarz i historyk amator Manuel Rosa, po niemal 20 latach badań i poszukiwań, doszedł do wniosku, że Krzysztof Kolumb był synem polskiego króla Władysława III Warneńczyka, który miał cudem przeżyć bitwę pod Warną w roku 1444 i po swojej ucieczce osiąść na portugalskiej Maderze pod przybranym imieniem „Henryk Niemiec” („Herique Alemao”). Wszystkie zebrane dowody Rosa opublikował w książce„Kolumb. Historia nieznana” (2012) i wystąpił nawet do władz katedry na Wawelu o możliwość zbadania szczątków Władysława Jagiełły (ojca Warneńczyka) w celu wykonania badań DNA, potwierdzających jego teorię. Badania nad materiałem genetycznym wciąż trwają i w przyszłości okaże się, czy ta kontrowersyjna teza okaże się prawdziwa. OBIETNICE BOGACTWA Krzysztof Kolumb przed królową Izabelą I Kastylijską. Obraz autorstwa Emanuela Gottlieba Leutze z roku 1843. Krzysztof Kolumb od najmłodszych lat odbywał morskie podróże. W tym samym czasie, oprócz nauki morskiego rzemiosła, studiował pisma antycznych pisarzy, takich jak Seneka, Strabon i Arystoteles. Porównywał je z pracami współczesnych jemu humanistów. Największe wrażenie wywarło na nim dzieło Piotra z Ailly (Pierre d’Ailly) „Imago Mundi”. Gdy jego oczom ukazała się mapa słynnego floreńskiego astronoma i matematyka Paola del Pozzo Toscanellego w jego głowie zrodził się pomysł dotarcia do Azji, płynąc na zachód. Jego przypuszczenia zdawały się potwierdzać docierające do niego plotki, jakoby portugalscy rybacy zapuszczali się czasami do nieznanych lądów na zachód od Portugalii. Swój pomysł Kolumb przedstawił najpierw królowi Portugalii Janowi II. Monarcha nie był jednak zainteresowany finansowaniem tak ryzykownej wyprawy. Odrzucony żeglarz przeniósł się w roku 1485 do Hiszpanii i dzięki swoim znajomościom dotarł na dwór królewskiej pary. Król Ferdynand II Aragoński i jego żona, królowa Izabela I Kastylijska byli bardziej otwarci na możliwość odkrycia nowej drogi do Indii. Pod nazwą „Indie” określano ówcześnie całe południowo-wschodnie wybrzeże Azji aż po Kataj (dzisiejsze Chiny) i kraj Cipangu (Japonia). Niedawne zjednoczenie Hiszpanii uczyniło z królestwa jedno z nowożytnych państw. Marzenia o byciu potęgą jak Anglia lub Francja przybierały na sile. Do tego potrzebne były jednak bogactwa w postaci złota, kolonii i wszystkiego, co można było przywieźć z nowych terytoriów. Powszechne było przekonanie, że Azja obfituje w złoto, jedwab i bardzo cenne przyprawy korzenne. Turcy kontrolowali szlaki lądowe do Indii, Portugalczycy płynęli do Azji okrążając Afrykę. Hiszpania potrzebowała nowej drogi – szybszej, tańszej i mniej ryzykownej. O tym wszystkim zapewnił królewską parę Kolumb, który wiedział, że Ziemia jest okrągła i można dotrzeć do Indii, żeglując na zachód. Plany trzeba było jednak odłożyć na 7 lat, najpierw Hiszpania musiała uporać się z rekonkwistą… „TIERRA! TIERRA!” Rodrigo de Triana, marynarz, który jako pierwszy zobaczył nowy ląd. Pomnik w jego rodzinnej Sewilli. W roku 1492 wszystko było już gotowe do wyprawy, którą częściowo sfinansował królewski dwór. Pozostałe środki wyłożyła zamożna rodzina kupiecka Pinzon. Krzysztofowi Kolumbowi w zamian za odkrycie nowej drogi obiecano dożywotni tytuł „Wielkiego Admirała Oceanu”, stanowisko namiestnika nowo odkrytych ziem oraz jedną dziesiątą część zysków z wyprawy. Zgodnie z królewskim rozporządzeniem, w porcie Palos Kolumb otrzymał dwie 20-metrowe karawele o nazwach „Niña” i „Pinta”. Na swój okręt flagowy wybrał okazałą „Santa Marię”, którą wydzierżawił od Juana de la Cosy. Kotwice podniesiono 3 sierpnia 1492 roku. Po postoju w Las Palmas na Wyspach Kanaryjskich, 5 września eskadra trzech okrętów z 89 członkami załogi wyruszyła na zachód. Kolumb z powodu błędnego oszacowania wielkości ziemskiego globu mylnie przypuszczał, że podróż nie zajmie mu więcej niż dwa tygodnie. Po miesiącu żeglugi załoga zaczęła wykazywać zniecierpliwienie i złość. Kapitan, aby zapobiec buntowi swojej załogi, zmuszony był to oszukiwania podwładnych odnośnie prędkości i przebytych mil. W końcu po 33 dniach od opuszczenia Las Palmas, 12 października około godzinny 2:00 w nocy, jeden z marynarzy na „Santa Marii” – 23-letni Rodrigo de Triana z Sewilli zauważył światło księżyca odbijające się od białych piasków plaży stałego lądu. Jego okrzyk: „Tierra! Tierra!” („Ziemia! Ziemia!”) zbudził załogę i na okrętach zapanowała euforia. Krzysztof Kolumb odetchnął w ulgą, w końcu dotarł do Indii. Nie wiedział jeszcze, jak bardzo się myli… W momencie odkrycia nowego lądu, Kolumb ukazał swoje prawdziwe oblicze człowieka pozbawionego wszelkich skrupułów. Marynarzowi, który jako pierwszy zobaczył ziemię przysługiwała roczna pensja w wysokości 10 tysięcy marevediów (hiszpańskich monet). Rodrigo de Triana nie otrzymał jednak należnej nagrody. Choć w swoim dzienniku Kolumb uwzględnił de Trianę, jako pierwszego obserwatora, to tuż po powrocie do Hiszpanii przywłaszczył sobie wspomnianą zapłatę, twierdząc przy tym, że sam osobiście ujrzał światło już noc wcześniej… NIEPROSZENI GOŚCIE ZE WSCHODU Indianka z plemienia Arawaków. Rysunek z roku 1818. Gdy statki Kolumba zbliżyły się do lądu, w okolicach dzisiejszych Bahamów, na powitanie z przybyszami przypłynęli przedstawiciele Arawaków – tubylczego ludu zamieszkującego te tereny. Arawakowie żyli w wiejskich wspólnotach i trudnili się głównie rolnictwem. Uprawiali kukurydzę, bataty i maniok. Potrafili także prząść i tkać. Wszystkie prace wykonywali własnymi rękami, nie posiadali koni ani innych zwierząt roboczych. Nie znali również żelaza. Posiadali jednak coś, co od razu przykuło uwagę gości – złoto, z którego wykonywali niewielkie ozdoby noszone przez Arawaków w uszach. Nadzy ludzie o ciemniejszej skórze przybiegli, by z bliska przyjrzeć się niezwykłym statkom, które dobiły do brzegu. Gdy Hiszpanie zeszli na ląd, miejscowi przynieśli im jedzenie i małe podarunki. Przybysze, posiadający dziwną broń i mówiący dziwnym językiem, nie byli jednak zainteresowani prezentami. Chcieli zupełni czegoś innego… Przyjaźnie nastawieni tubylcy zostali nazwani przez kapitana „Indianami” i niemal natychmiast zapytani o drogę prowadzącą do źródła tego pożądanego przez Hiszpanów kruszcu. Wskazali na południe. W tym samym momencie przed Kolumbem pojawiła się wizja nieograniczonego bogactwa i sławy. Wydawało mu się, że znalazł to, po co przypłynął z drugiego krańca ziemi. Szybko spostrzegł, że wykorzystując łagodność Arawaków można odnieść kolejną wielką korzyść – zdobyć darmowych niewolników. Swoje spostrzeżenia zapisał w dzienniku: „(...)była to ludność bardzo uboga i pozbawiona wszystkiego. Chodzili zupełnie nago tak jak ich matka na świat wydała, zarówno mężczyźni jak i kobiety... Broni nie mają i nie wiedzą, co to jest, gdyż kiedy im pokazałem miecze, niewiedza ich była taka, że chwytali je za ostrza i pocięli sobie palce. Żelaza nie posiadają. Ich strzały są to dzirity bez żelaznych ostrzy, niekiedy osadzają na ich końcu ości rybne lub inne przedmioty twarde (...) Można by z nich zrobić doskonałych robotników, są inteligentni, widzę bowiem, że powtarzają od razu wszystko co im się mówi. Pięćdziesięciu ludzi wystarczyłoby zupełnie, aby utrzymać ich w ryzach i kazać wykonywać wszystko, cokolwiek by się od nich żądało.” Fotografia z roku 1880, przedstawiająca Arawaków. Krzysztof Kolumb był zaskoczony zachowaniem Arawaków. Posiadali oni cechy, które nie były zbyt powszechne w miejscu, skąd przypłynął – w Europie doby rodzącego się renesansu. Niezwykła gościnność, szczerość, bezinteresowność i hojność – Hiszpanie bez żadnych zahamowani wykorzystali to najlepiej jak tylko potrafili. W zamian za złote ozdoby oddawali Indianom bezwartościowe drobiazgi, takie jak kolorowe dzwoneczki lub szklane koraliki, które tubylcy przyjmowali z nieopisaną radością: „Aby pozyskać ich przyjaźń - zdawałem sobie bowiem sprawę, że byli to ludzie, którzy poddaliby się nam i nawrócili na naszą świętą religię raczej przez miłość niźli siłą - kazałem rozdać niektórym czapeczki kolorowe oraz naszyjniki szklane, które zawieszali na szyjach, a także inne drobiazgi oraz przedmioty niewielkiej wartości, z czego wielką radość mieli i przywiązali się do nas nad podziw. (...) Widzieliśmy potem, jak podpływali wpław do łodzi okrętowych, w których znajdowaliśmy się, przynosząc nam papugi, kłębki bawełny, strzały oraz wiele innych rzeczy. Wymieniali to wszystko za pewne drobiazgi przez nas ofiarowane jak np. małe naszyjniki ze szkła i dzwoneczki. Jednym słowem brali wszystko, co im ofiarowaliśmy, i na wymianę bez wahania oddawali wszystko co posiadali.” Ale Hiszpanom nie wystarczały małe ozdoby. Chcieli więcej. Kolumb nie tracił więc czasu i uprowadził kilku Arawaków na swój statek. Mieli oni przebywać w niewoli tak długo, aż nie nauczą się porozumiewać z przybyszami: „Ledwie przybyłem do Indii, siłą porwałem kilku miejscowych na pierwszej odkrytej wyspie, aby nauczyli się naszego języka i aby udzielili mi wiadomości o wszystkim, co znajduje się w tych stronach.” PRAWDZIWA TWARZ ODKRYWCÓW Rycina Gaspara Roiga z roku 1851 przedstawiająca budowę osady „La Navidad” na wyspie Hispaniola. Schwytani tubylcy, pod groźbą kary, szybko wskazali, gdzie należy szukać złota. Dzięki wskazówkom Arawaków 28 października 1492 roku Kolumb odkrył Kubę, a 6 grudnia Hispaniolę (dzisiejsze Haiti) – wyspę, która wybrał na swoją kwaterę. Tam odkrył w rzece grudki złota, a od jednego z miejscowych władców otrzymał w darze maskę, wykonana ze szczerego złota. Prezent ten jeszcze bardziej rozpalił wyobraźnię Genueńczyka. Był pewny, że złotonośna kraina jest na wyciągnięcie ręki. Gdy „Santa Maria”, jego flagowy okręt, osiadł na mieliźnie Kolumb nakazał pozyskać z niej wszelkie możliwe drewno, które posłużyło do wzniesienia pierwszej stałej osady. Nazwano ją „La Navidad” („Boże Narodzenie”), gdzie pozostawił 39 członków swojej załogi z rozkazem odnalezienia złota, a sam ze swoimi indiańskimi zakładnikami na pokładzie ocalałych statków („Niny” i „Pinty”) wyruszył w dalszą podróż. Nic nie szło jednak po myśli Hiszpanów, a ich zniecierpliwienie, spowodowane brakiem sukcesu w zdobywaniu bogactw zaczęło wkrótce ukazywać prawdziwą twarz przybyszów. Coraz częściej dochodziło do konfliktów z miejscową ludnością. Na jednej z wysp Hiszpanie wdali się w potyczkę z tubylcami, którzy źle potraktowani odmówili dostarczenia łuków i strzał. Sfrustrowani Europejczycy zaczęli wymierzać kary za nieposłuszeństwo według własnego uznania. Indianie zaczęli ginąć od nieznanej sobie wcześniej broni – ostrych, żelaznych mieczy. Krzysztof Kolumb potrzebował wsparcia, które zamierzał zdobyć po powrocie do Europy. Pożeglował więc z powrotem do Hiszpanii, zabierając ze sobą wielu jeńców. Skoro nie zdobył tyle złota, ile zapragnął, musiał na królewskim dworze pokazać coś w zamian. Ku jego rozpaczy wielu Indian zmarło jednak w drodze powrotnej z powodu trudów podróży i znacznego ochłodzenia, na które tubylcy nie byli przygotowani. Ci, którzy przeżyli mieli być dowodem na możliwość osiągnięcia niewyobrażalnych korzyści, jeśli tylko królewska para zdecyduje się sfinansować kolejną wyprawę. Aby osiągnąć swój cel, Kolumb zmuszony został do znacznego zafałszowania relacji na temat swoich odkryć… Rysunek naszkicowany prawdopodobnie przez samego Krzysztofa Kolumba, przedstawiający wyspę Hispaniola. „TYLE ZŁOTA, ILE KTO ZECHCE…” Powrót Krzysztofa Kolumba przed oblicze królewskiej pary, po pierwszej wyprawie. Obraz autorstwa Eugene'a Delacroix z roku 1839. Na madryckim dworze, w marcu 1493 roku, król Ferdynand II i królowa Izabela I z wielkim zaciekawieniem wysłuchali opowieści Kolumba, który przedstawił mocno przesadzony raport ze swojej podróży. Opowiadał jak dotarł do Indii oraz nieznanej wcześniej wyspy u wybrzeży Chin. W jego słowach prawda ciągle mieszała się z fikcją. W swoim wystąpieniu przed królewska parą twierdził: „Wyspa Hispaniola to istny cud. Wszystko jest tam wspaniałe, łańcuchy górskie i szczyty, a także doliny. Ziemia jest tam doskonała i żyzna, zdaje się nadawać do zasiewów i wszelkiej uprawy. Co się zaś tyczy portów morskich, trudno uwierzyć komuś, kto tego na własne oczy nie zobaczył. Wiele rzek szerokich o wodzie doskonałej, a w większości z nich toczy się złoto, tyle ile człowiek może zapragnąć. Jest tam wiele korzeni, kopalnie złota wielkie i innych kruszców pod dostatkiem.” Wspomniał także o niezliczonych rzeszach silnych i zdrowych tubylców, którzy nie znają pieniędzy i za darmo mogą podołać każdej, nawet najcięższej pracy na rzecz Boga i Hiszpanii. Swój raport Genueńczyk zakończył prośbą o pomoc w zorganizowaniu kolejnej wyprawy. W zamian za finanse obiecał, że z następnej podróży przywiezie do Madrytu „tyle złota, ile kto zechce i tylu niewolników, ilu kto zapragnie mieć”. Słowa odkrywcy zrobiły na królewskiej parze tak wielkie wrażenie, że już wkrótce Kolumb otrzymał 17 statków i ponad 1200 ludzi, oddanych mu do dyspozycji. Określono też jasny cel drugiej wyprawy: niewolnicy i złoto. 25 września 1493 roku okręty Krzysztofa Kolumba odpłynęły za zachód… ZAGŁADA „LA NAVIDAD” List napisany własnoręcznie przez Kolumba podczas powrotu z pierwszej wyprawy do Hiszpanii w roku 1493. Adresatami listu była królewska para, Ferdynadn i Izabela. Podczas nieobecności Kolumba w Nowym Świecie, Hiszpanie z „La Navidad” plądrujący wyspę Hispaniolę w poszukiwaniu złota, zatracili całkowicie wszelkie swoje ludzkie oblicze. Siłą zmuszali Indian do wyczerpującej fizycznej pracy. Zaczęli również porywać kobiety i dzieci. Uprowadzone ofiary były później brutalnie gwałcone. Takie barbarzyństwo doprowadziło z czasem do buntu miejscowej ludności. Doszło do krwawej potyczki z Europejczykami, w wyniku której wszyscy marynarze zostali zabici, a osada zniknęła z powierzchni ziemi. Po powrocie na Hispaniolę Krzysztof Kolumb odnalazł tylko niewielkie ślady po byłej osadzie. Szybko domyślił się, co było przyczyna upadku „La Navidad”, jednak nie wyraził żadnego zaniepokojenia tym faktem. Jego myśli płynęły w zupełnie innym kierunku i natychmiast przystąpił do realizacji celów, dla których przypłynął. Wysłał w głąb wyspy ekspedycję, która miała zapełnić złotem ładownie okrętów. Złota jednak nie przybywało, a tubylcy mieli coraz bardzie wrogie nastawienie do przybyszów. Rozpoczęły się również wielkie łowy niewolników. W ciągu kilku kolejnych dni schwytano prawie 2000 Arawaków. Mężczyźni, kobiety i dzieci zostali zamknięci w specjalnych zagrodach, których strzegli Hiszpanie i ich psy. Na okręty zabrano około 500 najsilniejszych jeńców, z zamiarem dostarczenia ich do Hiszpanii. Prawie połowa z nich zmarła jednak w drodze powrotnej. Ci, którym udało się przeżyć zostali w Madrycie wystawieni na sprzedaż przez katolickich archidiakonów. Zarobek ze sprzedaży ludzi był jednak zbyt mały, a wierzyciele wciąż czekali na spłatę długu zaciągniętego przez Kolumba. Odkrywca musiał więc zacząć spełniać swoją obietnicę wypełnienia ładowni złotem. W miejscach, gdzie spodziewał się złotonośnych pól rozkazał wszystkim Indianom powyżej 14 roku życia zbierać złoto i co 3 miesiące przynosić mu określoną jego ilość. Wszyscy ci, którym udało się zebrać wyznaczoną normę, otrzymywali specjalne odznaki wykonane z miedzi, które musieli nosić na szyi. Jeśli po określonym terminie któryś z tubylców nie miał takiej odznaki, Hiszpanie obcinali mu dłonie, a tak okaleczonych mężczyzn pozostawiano samych sobie, aby wykrwawili się na śmierć. PRACOWAĆ I UMRZEĆ W „ENCOMIENDAS”… Replika „Santa Marii”, flagowego okrętu Kolumba. Na terenach zajętych przez ludzi Kolumba złota za wiele nie było. Zdarzało się czasami zebrać jego niewielką ilość w postaci złotego piasku wydobytego ze strumieni, jednak to wciąż było dla najeźdźców za mało. Normy pracy wyznaczane Indianom okazywały się dla nich niewykonalne, a dla niektórych wręcz zabójcze, toteż coraz większa ilość miejscowych robotników zaczęła uciekać. Zbiegów jednak tropiono przy pomocy sprowadzonych do Nowego Świata psów i szybko wyłapywano. Za ucieczkę obowiązywała tylko jedna kara – śmierć! Mimo przewagi w uzbrojeniu Hiszpanów, którzy dysponowali zbrojami, muszkietami, mieczami i końmi (Indianie nie znali wcześniej tych zwierząt), Arawakowie zaczęli stawiać opór swoim prześladowcom. Każda próba powstania była jednak surowo karana. Buntujących się jeńców publicznie wieszano lub palono żywcem. Takie barbarzyństwo doprowadziło wielu tubylców do ostateczności. Arawakowie nie chcąc pogodzić się ze swoim nowym losem masowo zaczęli popełniać samobójstwa. Używali do tego specjalnej trucizny, przyrządzonej z manioku. Dochodziło również do makabrycznych sytuacji, w których matki zabijały własne dzieci i niemowlęta, aby uchronić je przed barbarzyńskimi Hiszpanami. W ciągu dwóch kolejnych lat, z powodu morderstw, egzekucji, wyniszczającej pracy i samobójstw, zmarła blisko połowa z 250-tysięcznej populacji rdzennych mieszkańców Haiti. Gdy dla Kolumba stało się jasne, że na wyspie nie ma już więcej złota, utworzono specjalne latyfundia (plantacje i majątki ziemskie), zwane potocznie „encomiendas”, gdzie zmuszano tubylców do niewolniczej pracy na rzecz hiszpańskich osadników. Indianie pracowali w morderczym tempie i umierali tysiącami. Szacuje się, że w roku 1515 populacja Arawaków wynosiła tylko 15 tysięcy ludzi. W roku 1550 było ich zaledwie 500. Według raportu, sporządzonego 100 lat później, na wyspie nie było już ani jednego Arawaka. HISZPAŃSKIE ZABAWY W ŚMIERĆ Pomnik Krzysztofa Kolumba w Barcelonie. Z każdym kolejnym dniem arogancja i pycha Hiszpanów rosły w siłę. Dochodziło nawet do sytuacji, w których kolonizatorzy wykorzystywali Indian niemal do wszystkich czynności. Gdy wędrowali po terenach niedostępnych dla swoich koni, aby nie chodzić pieszo kazali się nosić Arawakom na plecach lub w specjalnych hamakach. Dodatkowo tubylcy musieli nieść wielkie liście, którymi osłaniali Hiszpanów przed słońcem. Inni musieli wachlować Europejczyków ptasimi skrzydłami. Władza absolutna doprowadziła do niespotykanego okrucieństwa. Życie Indian przestało mieć jakąkolwiek wartość, a Hiszpanie zabijaniem Indian wypełniali sobie wolny czas. Zdarzały się sytuacje, kiedy po ostrzeniu kling swoich mieczy najeźdźcy sprawdzali ich ostrość, odcinając kawałki ciał schwytanych Arawaków. W zapiskach z tego okresu zachował się opis niezwykle okrutnego wydarzenia – dwóch hiszpańskich marynarzy spotkało na swojej drodze dwóch małych, indiańskich chłopców niosących papugę. Europejczycy zabrali im ptaka i dla zabawy obcięli chłopcom głowy. Podejmowane przez Indian próby obrony przed „okupantami” nie przynosiły powodzenia. Buntowników i uciekinierów karano z coraz większą surowością. Nie zważano przy tym w ogóle na płeć, ani na wiek mordowanych Arawaków. „CZYNY TAK OBCE LUDZKIEJ NATURZE” Bartolomé de Las Casas (1484-1566), największy przeciwnik okrucieńska hiszpańskich najeźdźców. Jego dzieło „Historia de la Indias” („Historia Indii”) stało się skarbnicą wiedzy o okrucieństwie Hiszpanów. Największym przeciwnikiem okrucieństwa Hiszpanów wobec Indian stał się jeden z nich - Bartolomé de Las Casas, urodzony w roku 1484 w Sewilli, hiszpański duchowny katolicki, a także prawnik i kronikarz. U boku Krzysztofa Kolumba uczestniczył on najpierw w podboju Kuby, a potem był właścicielem jednej z plantacji, na której pracowali indiańscy niewolnicy. Gdy stał się naocznym światkiem barbarzyństwa swoich rodaków, zrezygnował ze swojego majątku ziemskiego i stał się żarliwym obrońcą Indian i krytykiem okrutnego podboju przez Hiszpanów Nowego Świata. Po roku 1534 rozpoczął pracę nad wielotomowym dziełem „Historia de la Indias” („Historia Indii”), które stało się cennym źródłem informacji na temat hiszpańskiego barbarzyństwa. Las Casas zwracał uwagę, że Arawakowie byli niezwykle ufnymi i przyjaźnie nastawionymi ludźmi, co kolonizatorzy bez skrupułów wykorzystywali. Duchowny badał także relację pomiędzy Indianami, również te dotyczące podziału roli w plemionach pomiędzy kobietami i mężczyznami. Zauważył przy tym, że kobiety były w społeczeństwie Arawaków bardzo dobrze traktowane, co ogromnie zaskoczyło Hiszpanów: „Prawa małżeńskie nie istnieją. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni wybierają swoich partnerów i opuszczają ich wedle swej własnej woli, bez urazu i żalu, bez zazdrości i gniewu. Rozmnażają się w wielkiej obfitości, a ciężarne kobiety pracują aż do momentu porodu, a gdy rodzą, robią to niemal bezboleśnie. (…) Jeśli im się sprzykrzą mężczyźni, przerywają wtedy ciążę przy użyciu ziół wszelakich.” Katolicki kronikarz w drugim tomie swojego dzieła opisał to, w jaki sposób miejscowa ludność była traktowana przez Hiszpanów. Dzięki temu dziś znana jest cena, jaką Arawakowie zapłacili za niezwykły postęp cywilizacyjny, jakim bez wątpienia było dla Europy odkrycie przez Krzysztofa Kolumba Nowego Świata. Bartolomé de Las Casas nie uciekał od bezpośrednich i szczerych opisów, czym niejednokrotnie narażał się na wrogość swoich rodaków: „Niezliczone świadectwa dowodzą, że temperament tubylców jest łagodny i spokojny. My natomiast mieliśmy za zadanie nękać ich, grabić, mordować, ranić i niszczyć. Nic więc dziwnego, że Indianie próbowali od czasu do czasu zabić jednego z nas. (…) Prawdą jest, że admirał Kolumb ślepy był równie jak i ci, którzy przyszli po nim. Poza tym tak bardzo obawiał się, że nie zadowoli króla, że dopuścił się wobec Indian zbrodni większych niż jego ludzie i niemożliwych do naprawienia.” Oryginalna mapa Krzysztofa Kolumba z roku 1490. Las Casas szczegółowo opisał również warunki pracy Indian w hiszpańskich kopalniach złota. Był wstrząśnięty tym, że Arawakowie cierpieli i umierali w kopalniach, w całkowitym milczeniu – wiedząc, że nie mieli nikogo, do kogo mogliby się zwrócić o pomoc. O samej pracy w kopalniach pisał: „(…) wzgórza plądruje się od góry do dołu i z dołu do góry, tysiące razy. Indianie przekopują zbocza, kruszą skały, przenoszą kamienie, dźwigają na plecach ziemię, aby ją płukać w rzece. Ci zaś, którzy przepłukują złoto, tkwią przez cały czas w wodzie, tak bardzo pochyleni, że plecy mają stale zgięte. A gdy woda wdziera się do korytarzy kopalni, najżmudniejsze ze wszystkich zadań polega na ich osuszeniu poprzez czerpanie wody naczyniami i wylewanie jej na zewnątrz.” Aby wydobyć odpowiednią ilość złota, wyznaczoną przez Krzysztofa Kolumba, wyznaczona do tej pracy grupa Indian musiała przepracować w kopalni od 6 do 8 miesięcy. Po tym czasie śmierć zwykle ponosiło około jednej trzeciej każdej z grup. Podczas, gdy mężczyzn wysyłano do pracy w kopalniach, odległych najczęściej o wiele mil od ich rodzinnych wiosek, ich żony zmuszano do pracy na roli. Wykonywały niezwykle ciężkie roboty, takie jak kopanie i usypywanie tysięcy pagórków pod uprawę manioku. Kolumb w otoczeniu przestraszonych Indian w czasie zaćmienia księżyca z roku 1504. Rycina z 1879 roku. Małżonkowie widywali się nie częściej niż raz na 8 lub 10 miesięcy. Las Casas zwracał uwagę, ze podczas tych rzadkich spotkań mężczyźni i kobiety byli tak skrajnie wyczerpani i przygnębieni, że nie mieli sił na odbywanie stosunków seksualnych. Zaowocowało to tym, że Arawakowie przestali się rozmnażać. Gdy już kobietom udawało się zajść w ciążę i urodzić, noworodki umierały bardzo wcześnie, ponieważ głodne i przepracowane matki nie miały pokarmu, aby wykarmić dziecko. Z tego powodu na Kubie, podczas pobytu tam kronikarza, w ciągu 3 miesięcy zmarło ponad 7 tysięcy dzieci. Niektóre matki, w akcie desperacji, same topiły swoje potomstwo. Tak właśnie na oczach Bartolomé de Las Casasa dochodziło do wymierania całej społeczności Arawaków. Mężczyźni ginęli w kopalniach, kobiety przy pracy na roli, a ich dzieci z głodu lub z ręki własnych matek. „W krótkim czasie ta kraina, niegdyś tak wspaniała, potężna i żyzna wyludniła się. Moje oczy widziały czyny tak obce ludzkiej naturze, że nawet teraz drżę, gdy o nich myślę i piszę.” Gdy Bartolomé de Las Casas przybył na Haiti w roku 1508, według jego zapisków na wyspie żyło 60 tysięcy ludzi. Wynika z tego, ze w latach 1494-1508, w wyniku wojen, niewolnictwa, pracy w ciężkich warunkach i morderstw dokonywanych przez Hiszpanów zmarło ponad 3 miliony rdzennych mieszkańców tych ziem. Nawet jeśli liczby te są przesadzone, nie zmienia to faktu, że obraz wspaniałych odkryć Krzysztofa Kolumba, który zachował się w pamięci kolejnych pokoleń Europejczyków, daleki jest od tego, jak naprawdę wyglądał podbój Nowego Świata. Życie rdzennych mieszkańców nie miało dla cywilizowanej Europy żadnego znaczenie – liczył się tylko zysk. Liczyło się złoto i nowe tereny do zasiedlenia… UMRZEĆ W NIEWIEDZY? Śmierć Krzysztofa Kolumba na litografii z roku 1893. Trzecia i czwarta wyprawa Krzysztofa Kolumba, które miały miejsce odpowiednio w latach 1498-1500 i 1502-1504, sprawiły, że dominacja Europejczyków w Nowym Świecie wzrosła przyczyniając się do zagłady rdzennych mieszkańców obu Ameryk. I choć sam Kolumb popadł z czasem w niełaskę z powodu swoich autokratycznych rządów oraz okrucieństwa i bezwzględności nawet wobec swoich towarzyszy, a wielu jego ludzi opuściło go, by poszukiwać złota na własną rękę – genueński odkrywca zdołał oczyścić swoje dobre imię. Wpływowi wrogowie admirała postulowali, by odebrać przyznane mu wcześniej tytuły i przywileje, a na jego miejsce mianować nowego namiestnika nowo odkrytych ziem. Kolumb jednak (z pomocą swoich synów) umiejętnie wybrnął z tej sytuacji i powrócił do łask hiszpańskiej pary królewskiej. Z czwartej wyprawy Krzysztof Kolumb powrócił schorowany. Nie przywiózł obiecanego złota, nie było obiecanych bogactw. Królowa Izabela I już nie żyła, a król Ferdynand II nie udzielił Kolumbowi audiencji. Opuszczony, rozgoryczony i rozczarowany odkrywca Nowego Świata zmarł 20 maja 1506 roku w Valladolid. Jego ciało zostało pochowane najpierw tam, a 3 lata później w Sewilli. Zgodnie z jego ostatnią wolą, w roku 1537, trumna ze szczątkami Kolumba trafiła do katedry w Santo Domingo na Dominikanie. Czy Krzysztof Kolumb umierając zdawał sobie sprawę, ze odkrył nieznany wcześniej Europejczykom ląd? Zdania na ten temat są wśród historyków i badaczy podzielone. Częściej uznaje się jednak, że do końca swoich chwil Kolumb był święcie przekonany, że udało mu się dotrzeć do Indii – tak jak to sobie wymarzył… POSTSCRIPTUM… Srebrna karawela zawierająca prochy Krzysztofa Kolumba. Tak właśnie, przed ponad pięciuset laty, rozpoczęła się historia odkrycia Ameryki, czyli europejskiej inwazji na ziemię zamieszkałą przez spokojnych, wolnych i pokojowych Indian. Wydarzenie to jest przedstawiane w dzisiejszej popkulturze, w wielu książkach oraz filmach, jako wielka, bohaterska przygoda dzielnych żeglarzy ze starego kontynentu. Niewiele jest tam miejsca poświęconego barbarzyńskiemu rozlewowi krwi niewinnych Arawaków. Nie ma okrutnego podboju, zniewolenia, śmierci bezbronnych kobiet i dzieci. Nie ma niewolniczej pracy i gwałtów. Jest tylko dzielny odkrywca Ameryki – Krzysztof Kolumb, który najechał Nowy Świat dla dobra Europy, dla dobra ludzkości. Jest także „Columbus Day”, obchodzone corocznie w obu Amerykach, radosne święto, upamiętniające dzień 12 października 1492 roku. Dzień, w którym miliony Amerykanów bawi się na ulicach, krocząc w kolorowych pochodach, wymachując amerykańskimi flagami. Dzień, w którym Europa rozszerzyła swoje wpływy na świecie. Dzień, w którym rozpoczął się dla Indian początek ich końca… Źródło:
Zapisz nazwy osób do których należą przedmioty znalezione przez cibeie w drodze na trening. Odpowiedzi znajdziesz w rozsypankch literowych ZMLARA-________________________RZEARHC-_______________________ARŁYNZM-_______________________UHKARZC-___________________ Błagam szybkooooooooo !!!!!!!!!!!
18 Kwietnia ukazał się wywiad z Krzysztofem Królem - założycielem szkoły podrywania Perfect Dating w tygodnku Wprost. Zobacz, co o naszych kursach sądzą psychologowie i przeczytaj fragment artykułu... Szkoła uwodzenia Perfect Dating w tygodniku Wprost Dodaj komentarz Relacje damsko-męskie krok po kroku. Jak poderwać kobietę? Wszystkiego, co dotyczy kontaktów z kobietami możesz się nauczyć. Przez lata doświadczeń i studiowania najlepszych materiałów z zakresu psychologii, socjologii, uwodzenia, pua, pickup, podrywu, seksualności, relacji damsko-męskich. Udało nam się stworzyć doskonały system komunikacji z kobietami. Jako pierwsi w kraju wydaliśmy szkolenie DVD na 10 płytach, pierwszą tak obszerną Księgę związków, podrywu i seksu. Jesteśmy jedyną szkołą uwodzenia, która uczy jak podrywać, jak zdobyć kobietę, jak poderwać dziewczynę, jak osiągnąć pewność siebie, jak poderwać koleżankę, jak pieścić kobietę, jak znaleźć sobie dziewczynę, jak zagadać na ulicy, jak poderwać dziewczynę w szkole, jak poderwać kobietę na ulicy, jak uwodzieć, jak pozbyć się strachu przed podejściem, jak nauczyć się uwodzenia, jak zdobyć pewność siebie, jak zdobyć pewność siebie zgodnie z etyką. Zastanawiasz się jak poderwać nieznajomą kobietę? U nas znajdziesz najlepsze teksty na podryw, techniki uwodzenia, skuteczne metody uwodzenia, rozmaite kursy uwodzenia, materiały o podrywaniu, materiały o uwodzeniu, forum o uwodzeniu, książki o uwodzeniu. Na naszej stronie znajdziesz również przykłady podejścia do kobiet, techniki podrywu. Mamy materiały o tym - jak zdobyć pewność siebie, jak być pewnym siebie w każdej sytuacji, jak pocałować kobietę, jak pieścić kobietę, jak pieścić łechtaczkę kobiety, jak pieścić piersi, jak dotykać kobietę, jak przytulić kobietę, jak doprowadzić do seksu, jak zachowywać się w łóżku. Jak uwieść kobietę? Szkoła uwodzenia Perfect Dating prowadzi kursy uwodzenia bez manipulacji, NLP czy innych technik, które mogą kogoś skrzywdzić. My uczymy Cię - jak stworzyć silny charakter, jak zdobyć kobietę, jak podejść do kobiety, jak zainteresować sobą kobietę. Podstawą jest przede wszystkim Twoja osobowość, pewność siebie, silny charakter. Do tego dołóż sobie odpowiednią wiedzę na temat kobiet.... i sukces masz gwarantowany. Czy uwodzenie jest trudne? Jak nauczyć się uwodzenia? Na stronie znajdziesz opinie naszych kursantów uwodzenia, opinie o szkole Perfect Dating, którzy w 21 dni zmienili całkowicie swoje życie... Mają oni same pozytywne opinie na temat kursów i materiałów Pefect Dating, gdyż na każde nasze szkolenie, czy kurs DVD dajemy 110% procent gwarancji! Nauczysz się tutaj jak poderwać koleżankę, jak zdobyć numer do dziewczyny, jak napisać ciekawe smsy, jak napisać wiadomość do dziewczyny, jak podrywać na portalach randkowych, jak zadzwonić do dziewczyny, co powiedzieć na pierwszej randce? Jak zaprosić dziewcznę na randkę. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się jak myślą kobiety, czego potrzebują kobiety, co podoba się kobietom, na co lecą kobiety, co lubią kobiety - to właśnie tutaj jest miejsce, aby znaleźć odpowiedzi na te pytania! Polityka prywatności i regulamin
Podczas gdy w 1492 roku „przepłynął błękit oceanu”, biografia Krzysztofa Kolumba jest wypełniona niejasnymi faktami i historycznymi dziwactwami. Wiele osób nadal uważa, że Kolumb wyruszył z Hiszpanii, aby udowodnić, że Ziemia jest okrągła – ale wiemy, że tak nie było. Zobacz też -> Ameryka Północna ciekawostki dla dzieci Oto ciekawostki i fakty na temat Kolumba, o których większość ludzi nie wie. Portret Krzysztofa Kolumba namalowany przez Sebastiano del Piombo 1. Krzysztof Kolumb urodził się w Genui we Włoszech w 1451 roku, chociaż dokładne miejsce jego urodzenia nie jest znane. 2. Zmarł 20 maja 1506 roku w Valladolid i spoczął najpierw tam, a trzy lata później w Sewilli. 3. Nawet po śmierci Kolumb nadal płynął Atlantykiem. Chciał być pochowany w Ameryce, więc w 1537 roku trumna ze zwłokami Kolumba trafiła do katedry w Santo Domingo na Dominikanie. 4. Jego ojciec był tkaczem. 5. Nie był też prawdopodobnie pierwszym Europejczykiem, który przekroczył Ocean Atlantycki. Około 500 lat wcześniej, Norse Viking Leif Eriksson przypuszczalnie wylądował w dzisiejszej Nowej Fundlandii, około 1000 r. 6. Trzy kraje odmówiły wsparcia podróży Kolumba. 7. Nina i Pinta nie były faktycznymi nazwami dwóch z trzech okrętów Kolumba. 8. Santa Maria zatonęła w historycznej podróży Kolumba. 9. Kolumb miał dwóch synów z dwoma kobietami. Diego (1480-1526) i Fernando (1488-1539). 10. Odbył cztery podróże do Nowego Świata. 11. Wrócił do Hiszpanii w 1500 roku. 12. Kolumb zakłócił całą gospodarkę trzech kontynentów. Choroby postkolumbijskie zabiły 3-5 milionów ludzi w ciągu kolejnych 50 lat po jego przybyciu do Nowego Świata. Dodatkowo, spopularyzowało się niewolnictwo afrykańskie. 13. Kolumb nie szukał nowego świata. Szukał szybszego przejścia do Azji, które nie wiązałoby się z przekroczeniem Jedwabnego Szlaku, który został zamknięty z powodu upadku Konstantynopola w 1453 roku. 14. Do 1790 r. spadkobiercy Kolumba i monarchii hiszpańskiej spierali się w sądzie. 15. Kolumb nie udowadniał, że ziemia jest okrągła. 16. Matką Kolumba była Susanna Fontanarossa, córka kupca. 17. Krzysztof Kolumb po raz pierwszy wylądował w pobliżu wybrzeża tego, co dziś znane jest jako Watling Island na Bahamach. Chociaż myślał, że znajduje się w pobliżu Chin, Japonii i Indii, w rzeczywistości był oddalony o ponad 13000km od tych miejsc. 18. Wielu historyków zauważa, że Viking Leif Eriksson odkrył Amerykę przed Kolumbem. 19. Miał trzech braci: Bartolomeo, Giovanniego Pellegrino, Giacomo i siostrę, Bianchinettę. Krzysztof był najstarszy. 20. Rodzina Krzysztofa Kolumba należała w średniowieczu do klasy średniej. Większość ludzi była bardzo biedna (wiejscy chłopi). Nieliczni byli bardzo bogaci (szlachta). 21. Kiedy Kolumb miał 14 lat, opuścił szkołę i warsztat swojego ojca, aby uczyć się u kupca na statku handlowym. 22. Kiedy miał 19 lat, w 1470 r., Kolumb odbył swój pierwszy długi rejs jednym z okrętów swego pracodawcy na wyspę Chios na Morzu Egejskim. Podczas tej i następnej podróży Chios w 1475 roku nauczył się żeglować i sterować statkiem na wodach otwartych. 23. Kolumb po raz pierwszy wylądował na Bahamach. Wszystkie wyspy Karaibów – w tym Bahamy, Haiti, Republika Dominikańska i Kuba – zostały zasiedlone przez grupę pokojowo nastawionych ludzi o nazwie Tainos. 24. Kiedy wylądował on w Nowym Świecie, wierzył, że dotarł do Indii. Myślał, że ludzie, których spotkał to Indianie. Chociaż od tego czasu minęło już ponad 500 lat, rdzenni mieszkańcy obu Ameryk są nadal często określani mianem „Indian”. 25. Kolumb często mówił o swoim pragnieniu szerzenia chrześcijaństwa w kulturach pogańskich co było popularną ideą w tamtych czasach. Nawracanie ludzi oznaczało jednak również, że rządy europejskie mogły je kontrolować. 26. W czasach Kolumba większość ludzi uważała, że świat składa się głównie z jednego olbrzymiego lądu składającego się z Europy, Azji i Afryki – głównie dlatego, że są to jedyne kontynenty wymienione w Biblii. Otaczał je jeden ogromny zbiornik wodny, który nazwali Morzem Oceanicznym. Czytaj dalej: Najwięksi odkrywcy i ich odkrycia - (liczba ocen: 145)
wywiad z krzysztofem kolumbem