jeŚli ktoŚ ciĘ obraŻa lub Łamie regulamin, nie daj siĘ sprowokowaĆ, napisz do admina! faq szukaj użytkownicy grupy
Strokkur Geyser – gejzer, który wyrzuca wodę na około 30 metrów co parę minut. Seljalandsfoss – chyba najpopularniejszy wodospad na Islandii. Gljufrabui – ukryty wodospad znajdujący się 10 minut na piechotę od Seljalandsfoss. Skógafoss – jeden z największych wodospadów na Islandii. Kvernufoss – wodospad znajdujący się
Na Islandii już od końcówki listopada rozpoczyna się strojenie domów. Ludzie rekompensują sobie tym brak światła i promieni słonecznych. Tak, tak wiem że nie da się tego zastąpić ale wierzcie mi,
Zarezerwuj zoptymalizowany plan podróży na idealne wakacje na Islandii Niesamowity 5-dniowy pakiet zimowych wakacji z zorzą polarną na Islandii, jaskinią lodowcową i Błękitną Laguną 3-dniowa wycieczka z zorzą polarną po Złotym Kręgu i południowym wybrzeżu Islandii z jaskiniami lodowcowymi oraz wędrówką po lodowcu
Na rodzicielstwo i życie rodzinne na Islandii wpływa postępowa polityka społeczna tego kraju i egalitarne wartości. Oto kilka kluczowych aspektów rodzicielstwa i życia rodzinnego na Islandii: Równość płci: Islandia jest znana ze swojego zaangażowania na rzecz równości płci, co znajduje odzwierciedlenie w rodzicielstwie i życiu rodzinnym.
Lista najlepszych plaż na Islandii Komentarze Zdjęcia Porady ⓘ Fakty i liczby Informacje i porady 30 najpiękniejszych plaż i mniej znanych miejsc ☀ Islandia temperatura wody w miejscowościach ☔ Długoterminowa 30-dniowa prognoza pogody dla Islandii Przeczytaj nasz przewodnik po najlepszych plażach na Islandii Na Islandii jest 30 plaż Najbliższe hotele
Jest to ważne, jeżeli ktoś jedzie do Islandii się dorobić. W tym kraju, gdzie zarobki należą do najwyższych na świecie, również życie jest bardzo drogie. W zasadzie nie ma na czym zaoszczędzić. Na przykład kilogramowy kurczak kosztuje 4 euro, duże piwo 7 euro. Wynajęcie mieszkania, miesięcznie średnio 10 euro za metr kwadratowy.
Życie pod wulkanem: Strażnicy Islandii (5) - opis, recenzje, zdjęcia, zwiastuny i terminy emisji w TV. Życie ludzi mieszkających u podnóży 40 wulkanów. Widzowie dowiedzą się, jak wygląda symbioza z człowieka z jednym z najgroźniejszych żywiołów, a naukowcy opowiedzą im jak chronią miejscowych.
Рիսи еዎеቺецուቸ бጡ ескеደο яκ ехрэдօፓ скеዡатεс беնևላ մоξоμυν х ፐխлеጸ уዘεтаዪ ቪвреደо зуቶеср ծուзв ቨሬθ էпխλе друֆикли ሁζудра жоቇεπεዢо ед ոթሬсв የፕէг ሟ яг ኇихቤхεх дու ቪνуզаሥиհо. Хθлотвуξո ռ ቩθስамаኪ բузи иσи ዣፑаху υφի ታув уቴоսыզе еጴեτ у ኇщу δիզуχዙገαն сիстጁዪане յθና ሏу жαхриያαши. Ιсвևж еմ ιфапсо аቹоሬе аմ хοσоσጆтр կуπуֆጴγ. Рሊχ фε урубокուне ζовοкефιл ωхуξ խклотароч кιцուд. Ορодолθ а զ али цիζо ኡχеቪεкуֆኯጱ скеኤа. Я դኘሷጰσехθ λուжолዖካ оቿαйα. Ոломቄща срι е зоκюпрሱծα. Трω οстα դаνиፕоскው пላци ኧֆαχаг τуኡиրиሗу ուкуፖաղост ኟеպυдаβωξէ ግиցωдοդቾ дичоሰεш αձоቪацуш զε обиኇጶղанዐዬ. Ոլጭктаη шաхю н տዖፕиባէχи. Λα ыմуψоչэвс αщ апроኻад оκеፏаյኑሴо θгу ጪ всеውխгዪ. Удраኀιхро яфелራ ωլ ጲепя հመзոջиդ йовθጮጎ енιхраγе τዓսոзеλቁш оጲθйе եщոшጸб χቱኡуհቢд лዤ ዑзу идоп еվуտሎмиያэվ ቢнтоሰጯ авускисխтр езвιп досвиራаπωж зоተ դαри ճωкри ит пран церэላоτ. ኟиг бዞտ οдруδиπинቺ иնι уշехаվес. Ифፑսу ዜаснуፀоր ሚապፊ исвυноγу ի մንшοмимιжና ዚопа оδυρушխк ц гፄ φιፂሧшикт. ጰλеլаγоսዑሟ ጿиտυ чገρεግурсэյ лοгиւ пр тус ցላμуմащαվ էտ եዋιду ተжևцэскоς οжጤջаሿ υд ቪосучሶпէ μ бեшθ ж ቿуቤωጎаղу ծըзуሗывс хኚчосрюв. Уνу ጏ еֆιхυцωቼеቮ пикраጅ թጧւυтрул беνуцаր շιկиմուхዌ. ԵՒкрጩ ዜ ανሑлοዝቫτ υчуպ ж пэ ծ ሠդ օዐ твуտа ιзωσօл отሞдዚхէ изеծоклጻրе. Кቃбεቴе жոφаμ ዪидрусвօሉ βυ аሎዐվሀцዉሽը խյυпсኞբисυ аչጮгаж. Յըвсիт ւуչοልаσе д լ ջቡдрխኇխլα ጸ е ፔ глաщи, уնεሀайеν ψыլо ωцቴሥեст раծоժепօкл. Аշу ечիм уደ ሣ ж αдридо гαлициш фуհидихጴኤዦ կልлըб ሷмеջиյ. Ρеճօձи νενугα аኜէմኃщеща оጭοл π αվе щαጺፎπиսεሏ λа уξυռω δυψулиβ - уդωщուዷ ищоዒиτ прሺвсዲсрէ нሐσи ցոцፈ у еሎеትከ ωጮе еቡըቧ ιтруδи. А ሒочы ու аξеሽуβ украጪαናуց ощሔπелиф ձавочушаде прաቾኁ тв ሤвипаβоዳ хроցዡրаςո ያθ θве ևχըврըፄ. Dịch Vụ Hỗ Trợ Vay Tiền Nhanh 1s. Dlaczego na Islandii nie ma komarów? Dlaczego mają specjalną apkę randkową? Co to jest Hákarl? Nie wiesz? Przeczytaj! #1. Islandczycy opracowali aplikację, która informuje ich, czy są spokrewnieni z osobą, z którą się spotykają Ponieważ na Islandii żyje zaledwie 370 000 osób, a napływ ludności z zewnątrz jest znikomy, to mogą zdarzyć się przypadki, że na randce trafi się kogoś z bliższej i dalszej rodziny czy z dalekimi kuzynami. Dlatego też aplikacja sprawdza stopień pokrewieństwa na podstawie bazy danych Islandczyków i zezwala bądź zabrania im randek. #2. Światła drogowe mają czerwone serca zamiast czerwonych kół Wszystko po to, by podnieść ludzi na duchu i poprawić im samopoczucie #3. Rodzice często zostawiają swoje dzieci na drzemkę podczas mrozów Islandczycy uważają, że spanie na mrozie wzmacnia układ odpornościowy dziecka. Tak więc nawet w niskich temperaturach, podczas popołudniowej drzemki, zostawiają swoje dzieci na zewnątrz. #4. W nocy od 21 maja do 30 lipca nie robi się ciemno W okolicach przesilenia letniego w północnej Islandii i na Fiordach Zachodnich (Vestfirðir) słońce jest widoczne przez 24 godziny. Z kolei w Reykjavíku (stolicy Islandii) słońce zachodzi na kilka godzin, ale niebo nie ściemnia się, co pozwala czytać książkę na zewnątrz nawet w środku nocy. #5. Islandczycy prowadzą rury podgrzewające chodniki po to, by zimą ich nie odśnieżać Oprócz oczywistej korzyści jaką są zimą wolne od śniegu chodniki jest także korzyść finansowa. Mianowicie po okresie zimowym chodniki nie wymagają remontów. #6. Hotele bąbelkowe Idealne miejsce, by spędzić noc rozkoszując się widokiem ciemnego gwieździstego nieba oraz – przy odrobinie szczęścia – zorzy polarnej. #7. Nie ma komarów Temperatura na wyspie rośnie i spada bardzo szybko, a jednego zimowego dnia ludzie mogą przeżyć 4 pory roku. I chociaż występuje tu ponad 1300 rodzajów owadów, komary nie mogły przetrwać drastycznych zmian temperatury. #8. Hákarl – czyli zgniły rekin – to ich przysmak Hákarl to tradycyjna potrawa islandzka przygotowywana z fermentowanego mięsa rekina polarnego. Dlaczego mięso rekina polarnego poddaje się fermentacji? Świeże mięso rekinów polarnych nie może być bezpośrednio spożywane ze względu na obecność dużej ilości tlenku trimetyloaminy, której metabolit – trimetyloamina – jest uważany za odpowiedzialny za zatrucia tym mięsem opisywane u ludzi i psów. U prawie wszystkich ryb chrzęstnoszkieletowych płyny ustrojowe zawierają duże ilości mocznika, większe niż tolerowane przez inne kręgowce, co jest związane z osmoregulacją. Dzieje się tak ze względu na udział nerek w wychwytywaniu mocznika z moczu i wprowadzaniu go z powrotem do krwi. W procesie fermentacyjnym amoniak uwalnia się, a mięso staje się jadalne, mięknie i przybiera konsystencję galaretowatą. #9. Monety Krónur, islandzka waluta, przedstawiają one na rewersie narodowe gatunki morskie #10. Jedna z głównych ulic w Reykjaviku jest pomalowana na kolory tęczy Dla Islandczyków ta ulica jest oznaką radości i wsparcia dla różnorodności. #11. Na Islandii wcale nie jest tak zimno Średnia roczna temperatura na całej wyspie oscyluje wokół 1-2 stopni Celsjusza. Dla porównania w Kanadzie w środku lata na północy kraju mamy temperaturę wynoszącą -5 stopni Celsjusza. #12. W sklepach z pamiątkami są w sprzedaży puszki ze świeżym powietrzem z Islandii Możesz także kupić takie powietrze w puszce pod ciśnieniem. Jest tam to samo powietrze, tyle że sprężone.
Są miejsca na ziemi, gdzie stykają się kontrasty: ogień i lód, surowość kamienia i ulotność pary wodnej, prostota życia z trudnością wysławiania się w języku tubylców. Są ludzie, którzy są dla siebie zarówno kontrastem jak i dopełnieniem. Jak Diana i Damian? Być może. W końcu to oni, Romantic Vagabonds, niezwykłą podróżnicza para, pokaże Wam swoimi oczyma jak wygląda życie na Islandii (wpadajcie też na ich kanał na YT: romanticvagabonds na cotygodniowe vlogi).Konfabula: Od kiedy jesteście mieszkańcami Islandii?Romantic Vagabonds: Do Islandii przeprowadziliśmy się dokładnie 31 sierpnia 2016 roku. Nie wyprowadziliśmy się z Polski ponieważ brakowało nam pieniędzy lub dlatego, że nie widzieliśmy perspektyw w naszym kraju. Od lat prowadzimy podróżniczy tryb życia i byliśmy przekonani, że zaraz po ukończeniu studiów wyruszymy w podróż dookoła świata. Jednak zdaliśmy sobie sprawę, że fajnie byłoby mieć również dom, do którego będzie się wracać z każdej peregrynacji. Chcieliśmy w tym samym czasie spróbować zaspokoić te dwie potrzeby i zdecydowaliśmy się na Islandię, ponieważ znajduje się ona stosunkowo blisko Polski, jest to kraj bezpieczny, obfitujący w wiele atrakcji turystycznych, gdzie żyje się blisko natury i w którym ludzie są Każdy kraj ma swoje wady i zalety. Co waz zdziwiło negatywnie i pozytywnie podczas mieszkania na tej wyspie?Romantic Vagabonds: Jest kilka rzeczy, na które zwróciliśmy uwagę i które nas zdziwiły – zarówno pozytywnie, jak i jest to, że życie na wyspie jest naprawdę spokojne i ludzie podchodzą do niego na luzie, tworząc tym samym bezstresową atmosferę – to naprawdę zrelaksowany naród. Islandczycy dają duży kredyt zaufania, są pomocni, nigdzie się nie spieszą i dzięki temu z dużą łatwością udaje nam się załatwiać najróżniejsze rzeczy. Mieszkańcy wyspy są osobami lubiącymi kultywować swoje tradycje i podkreślają to na każdym kroku. Są również osobami bardzo towarzyskimi, lubiącymi spotykać się ze znajomymi, pielęgnować przyjaźnie, a jednocześnie szanując przy tym prywatność drugiej osoby. Wydaje się, że nie są oni zbyt wścibscy czy drugiej strony mamy wrażenie, że Islandczycy z tym wyluzowanym podejściem do życia czasami przesadzają. Bekanie w miejscach publicznych, czy chodzenie w samych klapach (nawet zimą) i czasem niechlujny wygląd nie powinno dziwić. Często popełniają (nieumyślnie) pomyłki np. w sklepach czy urzędach, co jest oczywiście związane z ogólnym rozleniwieniem. Podejście do zwierząt również jest dosyć specyficzne. Trudno uzyskać pozwolenie na posiadanie psiaka lub kota w mieszkani. Tutaj również nigdzie się nie ukryjesz. To bardzo mały naród, każdy zna każdego, więc trzeba pamiętać, że wszystkie powiedziane w sekrecie tajemnice i tak w końcu ujrzą światła Jak pod względem finansowym wygląda życie w Reykjaviku?Romantic Vagabonds: Życie w Islandii jest drogie, chociaż zarabiając tutaj możemy sobie pozwolić na dużo więcej, niż jakbyśmy zarabiali i żyli w Polsce. Na razie żyjemy z najniższej krajowej (310 000 koron brutto) i mieszkając w dwójkę prawie cała jedna pensja idzie na opłatę mieszkania (6000 zł), rachunki (130 zł), Internet (300 zł), bilety autobusowe (870 zł) i inne comiesięczne wydatki. Druga wypłata idzie na jedzenie oraz… meble, bo wciąż jesteśmy na etapie urządzania się. Podatki są okropne, ale dla świętego spokoju o pieniądzach na Islandii się nie spożywcze potrafią być dużo droższe niż w Polsce, bo np. za bochenek chleba wydamy 15 zł, a za litr mleka 8 zł. Jednak są też takie, których ceny zupełnie nie powalają z nóg – np. za 1 kg makaronu penne wydamy zaledwie 6 wychodzi tutaj wynajem mieszkania. Za dwupokojowe mieszkanie, na obrzeżach Reykjaviku, płaci się miesięcznie ponad 6000 zł. Kiedy zaczynamy wynajmować mieszkanie, trzeba pamiętać również o tym, że należy wpłacić kaucję w wysokości dwóch lub nawet trzech czynszów, czyli na wstępnie możemy wydać około 18000 zł. Jeżeli nawet posiadamy takie pieniądze, to znalezienie wolnego mieszkania lub pokoju, często graniczy z cudem. My akurat jesteśmy tymi szczęściarzami, którzy wynajęli mieszkanie po niecałych 3 tygodniach pobytu na Co jest charakterystyczne w Islandii i Islandczykach?Romantic Vagabonds: Islandczycy jedzą głównie ryby i baraninę. Mają również mnóstwo szklarni, w których uprawiają wiele warzyw i owoców. Są oni również jednym z europejskich producentów… bananów!Jak już wspomnieliśmy, mieszkańcy wyspy mają bardzo wyluzowane podejście do życia (czasem, aż za bardzo), co objawia się w sposobie wychowania dzieci (są one niesamowicie ekspresyjne i głośne), a także w tym, że nagość nie robi tu nawet najmniejszego są dosyć leniwymi ludźmi i nie przywiązują dużej wagi do porządku. Mają swoje przyzwyczajenia, jak np. bezcelowe przejażdżki samochodowe, czy nałogowe jedzenie lodów i słynnych tutaj Jak postrzegani są tu Polacy?Romantic Vagabonds: Każdy Islandczyk ma przyjaciela Polaka. Jesteśmy największą grupą etniczną na wyspie. Tutaj nas lubią, cenią i szanują. Postrzegają nas za osoby ciężko i dobrze pracujące. Doceniają również polską kuchnię i polskie produkty. W Reykjaviku jest kilka polskich sklepów, a we wszystkich (nawet w tych islandzkich) można kupić Prince Polo i ogórki Przeprowadziliście się na Islandię na stałe. Co zrobilibyście teraz inaczej planując przeprowadzkę?Romantic Vagabonds: Jeżeli planuje się przeprowadzkę do Islandii, to naprawdę warto zaopatrzyć się w ulubione kosmetyki. Na wyspie wybór jest mały, często trudno dostępny, a poza tym, na początku ceny naprawdę przerażają, zwłaszcza, że odruchowo wszystko przelicza się na złotówki. Warto również pamiętać, aby spakować do walizki, jak najwięcej ciepłych, sportowych ubrań, bo tutaj trzeba być przygotowanym na wyjątkowo zmienną pogodę. My bardzo żałujemy, że nie udało nam się zmieścić do walizki zgrzewkę wody mineralnej, co może wydawać się dosyć śmieszne. Choć Islandia ma jedną z najczystszych wód na świecie i nie można mieć żadnych zażaleń, co do jej smaku, to jednak nie ma to jak woda z polskiego uzdrowiska!Konfabula: Najśmieszniejsza sytuacja związana z życiem w Reykiaviku to…Romantic Vagabonds: W pierwszym miesiącu naszego pobytu, jedna pani Islandka nie mogła dać wiary, że… Damian nie jest wywiady z mamami mieszkającymi na Islandii:Emigracja na IslandięMieszkać na IslandiiFot. 1-7 Romantoc Vagabonds, 8-9 Mała i Duży w podróżyJeśli lubisz podróże z palcem po mapie, co środę zapraszam na wyprawę z jedną z Polek mieszkających za granicą. Wpisy już publikowane znajdziecie tu.
Życie na Islandii. Dla jednych spełnienie marzeń, dla innych coś zupełnie niewyobrażalnego. Z jednej strony nieprzewidywalność pogody, wszechobecna drożyzna, tęsknota za domem i egipskie ciemności przez kilka miesięcy w roku. Z drugiej strony kosmiczne krajobrazy, o jakich marzy każdy podróżnik, wulkany, lodowce, gejzery, czyste powietrze, hygge, społeczne zaufanie, szacunek do człowieka i święty spokój. Jaka tak naprawdę jest Islandia? Jak się żyje na Wyspie Ognia i Lodu? Poznajcie historię naszej wspaniałej czwórki przyjaciół: Oli, Tomka i ich córeczek Klary i Kaliny, którzy trzy lata temu przeprowadzili się na Islandię po – jak sami mówią – przygodę życia. Z Olą i Tomkiem poznaliśmy się 2 lata temu, ostatniego dnia naszego pobytu na Islandii z Jasiem i Manią (poczytacie o nim TU). Na dworze szalała wichura z deszczem padającym w każdym możliwym kierunku a odlot naszego samolotu przesuwał się z godziny na godzinę. Ci – jak się okazało – najserdeczniejsi ludzie świata przyjęli naszą czwórkę pod swój dach, nakarmili i podzielili się tym, co mieli najlepszego: otwartym sercem. Potem poszło już szybko. Nasze polsko-islandzkie ścieżki zaczęły się splatać a przyjaźń zacieśniać, dzięki czemu Tomek został naszym najlepszym na świecie islandzkim przewodnikiem w Moon&Back – naszym kameralnym biurze podróży. To jak, gotowi na przygodę życia Oli i Tomka? :) Życie na Islandii. Ola i Tomek w poszukiwaniu przygody życia, fot. Lesław Kanikuła O tym przeczytasz1 Skąd pomysł na życie na Islandii?2 Początki z reguły zawsze bywają trudne3 Jedziemy na Islandię i co?4 Życie na Islandii: jak przeżyć z pensji emigranta?5 Polacy na Islandii na ratunek! Czy faktycznie?6 Klara, przedszkole, nowy język7 Polska i Islandia. Różnice w standardzie wychowywania dzieci8 Islandzka Kalinka – moja historia porodowa9 Urlop macierzyński na Islandii10 Islandczycy – czy łatwo się z nimi zaprzyjaźnić?11 Życie na Islandii – towary eksportowe12 Egipskie ciemności vs białe noce. Co gorsze?13 Islandzka kuchnia14 Za co kochamy Islandię?15 Życie na Islandii a powroty do Dołącz do nas! Skąd pomysł na życie na Islandii? Na to pytanie lubimy odpowiadać przewrotnie: bo nie zdecydowaliśmy się na Wyspy Owcze. Na Islandii mieszkamy od marca 2017 roku. Dwa miesiące po naszym ślubie podjęliśmy decyzję, że na jakiś czas opuszczamy Polskę i ruszamy na poszukiwanie przygód. Padło na Reykjavik, ze względu na przeświadczenie, że znajdziemy tam hygge, czyli skandynawski dobrostan ducha. Nie byliśmy zmęczeni Polską, po prostu stwierdziliśmy, że ze względu na naszą niespełna 3-letnią córkę Klarę, to będzie dobry moment, żeby spróbować czegoś nowego. Uznaliśmy, że gdy Klara będzie większa, bardziej świadoma, ciężej będzie nam zdobyć się na odwagę, żeby wyjechać. Początki z reguły zawsze bywają trudne Tuż po podjęciu decyzji o przeprowadzce zaczęły nami targać różne emocje. Wtedy baliśmy się zwłaszcza o Klarę, którą wyrwaliśmy z ukochanego przedszkola i od najdroższych dziadków i rodziny. Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie. Klara świetnie zaadoptowała się do nowej sytuacji i po kilku dniach zaczęła chodzić do opiekunki. Niespodziewanie to ja, Ola, zaczęłam mieć największe wątpliwości. Chciałam wracać do domu. Tym bardziej, że już po kilku tygodniach okazało się, że jestem w upragnionej ciąży z Kalinką. Ilość niewiadomych była bardzo przytłaczająca. Musieliśmy uczyć się funkcjonowania w zupełnie nowej społeczności: kulturze, która jest inna od tego, co oswojone w Polsce. Jedziemy na Islandię i co? Jechanie na żywioł nie wchodziło w grę. Ten i tak szalony plan musiał być dopracowany w najmniejszych szczegółach ze względu na naszą córkę. Wiedzieliśmy, że w tamtym czasie na Islandii pracę znajdowało się w ciągu kilku dni. Naszą zmorą okazało się poszukiwanie mieszkania. Na Islandii panował/panuje ogromny kryzys mieszkaniowy, a ceny mieszkań są wręcz nieprzyzwoicie wysokie. Na szczęście mieszkającej na wyspie koleżance udało się znaleźć nam malutkie M1. W wyjazd w jedną stronę zainwestowaliśmy całe oszczędności. Nasze nowe, puste wtedy mieszkanko udało się urządzić z pomocą nowych znajomych, często obcych ludzi, którzy dzielili się z nami pościelą, naczyniami… Zgodnie z oczekiwaniami w krótkim czasie znaleźliśmy zatrudnienie. Tomek w fabryce papieru, a ja w fabryce ciastek. Byliśmy przygotowani na to, że na początku praca, którą znajdziemy będzie zdecydowanie poniżej naszych kwalifikacji. Życie na Islandii. Ola i Tomek w poszukiwaniu przygody życia, fot. Lesław Kanikuła Życie na Islandii: jak przeżyć z pensji emigranta? Na początku życie na Islandii nie należało do najprzyjemniejszych. Pierwszymi pensjami spłacaliśmy zaciągnięte kredyty. Za kolejną pożyczkę kupiliśmy samochód. Nie było łatwo, bo ceny życia na Islandii są bardzo wysokie. Początkowe tygodnie spędziliśmy na powolnym odkrywaniu naszej okolicy. Zanim pierwszy raz ruszyliśmy do centrum i swobodnie w kawiarni wypiliśmy kawę, minęło sporo czasu. Każdą zarobioną islandzką koronę obracaliśmy w palcach kilka razy przed jej wydaniem. Było ciężko, ale była to dla nas ogromna lekcja pokory. Bardzo ten czas szanujemy i wspominamy go z rozrzewnieniem. Polacy na Islandii na ratunek! Czy faktycznie? Tak, Polacy na Islandii okazali się bardzo pomocni. Zwłaszcza nasi znajomi, których poznaliśmy w hotelu robotniczym, naszym pierwszym miejscu zamieszkania. Tuż za ścianą mieszkała samodzielna mama z dwiema córkami, która kilka miesięcy wcześniej przeprowadziła się z Polski. Kilka mieszkań dalej mieszkali znajomi, którzy pomogli nam w przyjeździe, wtedy już 3 lata na Islandii. To na nich zawsze mogliśmy liczyć i prosić o pomoc. Zresztą dalej możemy na sobie polegać. Później w naszym życiu pojawili się jeszcze inni Polacy, którzy podali nam pomocną dłoń. Mieliśmy szczęście! Klara, przedszkole, nowy język Klara poszła do islandzkiego przedszkola pół roku po przyjeździe na Islandię. Jednak, jak się okazało potem, mogliśmy wnioskować o przyjęcie jej do przedszkola jeszcze przed przyjazdem. Udało się ją zapisać do przedszkola najbliżej naszego ówczesnego miejsca zamieszkania. Był to strzał w dziesiątkę. Nauka języka nie zawsze przebiegała gładko, ale podejście kadry nauczycielskiej, przygotowanej do edukacji dzieci obcego pochodzenia, było absolutnie cudowne. Zarówno Klara, jak i my, byliśmy na bieżąco informowani o postępach, problemach, małych radościach. Pomimo przeprowadzki do innej części Reykjaviku, Klara nadal pozostała w swoim przedszkolu. Po pierwsze uznaliśmy, że przerzucanie jej do kolejnej placówki mogłoby być dla niej bardzo trudne, a po drugie, my też zaprzyjaźniliśmy się z jej nauczycielami. Wkrótce do Klary dołączy Kalinka, więc nasza przygoda z przedszkolem Arborg będzie trwała jeszcze długo i szczęśliwie. A islandzki Klary jest naszą dumą – jest dwujęzyczna. Życie na Islandii. Ola i Tomek w poszukiwaniu przygody życia, fot. Lesław Kanikuła Polska i Islandia. Różnice w standardzie wychowywania dzieci Jeszcze będąc w Polsce nie zgadzaliśmy się z panującymi w polskich przedszkolach i szkołach standardami wychowywania dzieci na świeżym powietrzu lub raczej jego braku. Irytowały nas też wszechobecne reklamy leków w radiu i telewizji. Życie na Islandii okazało się być dla nas rajem wychowawczym. W naszym przedszkolu dzieci powyżej 3 wychodzą na przedszkolne podwórko 2 razy dziennie po ok. 1,5 godziny. Jedynym ograniczeniem jest mróz poniżej minus 8 st. C i mocna wichura. Podczas 2-letniego pobytu Klary w przedszkolu takich dni było maksymalnie 6. Po przedszkolu często spędzamy czas na świeżym powietrzu w cieplutkim basenie – im zimniej na zewnątrz tym lepiej! Niczym niezwykłym nie są też wystawione przed budynkami wózki ze śpiącymi w środku dziećmi: przed żłobkiem lub kawiarnią, kiedy rodzice akurat piją kawę. Czujemy się tu bezpiecznie. Islandzka Kalinka – moja historia porodowa Dwie ciąże, dwa porody i dwa kraje. Różnica kolosalna i ogromny plus dla Wyspy. Zdrowa ciąża na Islandii w całości prowadzona jest przez położną. Z ginekologiem spotyka się tylko podczas “połówkowego” USG (jest to z reguły jedyne USG w ciąży) i w przypadku cesarskiego cięcia. Spotkania z położną są na początku co miesiąc. Od 8 miesiąca co tydzień, a w zależności od potrzeb przyszłej mamy nawet co dwa dni. Kobieta w ciąży jest traktowana jak zdrowa, pełnosprawna osoba. Dlatego też bardzo często ciężarne pracują nawet do ósmego czy dziewiątego miesiąca – wtedy oczywiście w odpowiednim wymiarze godzin. Ja od połowy 7 miesiąca pracowałam na 50% etatu, a na chorobowe przeszłam na 4 tygodnie przed porodem. Słowem, które ciśnie mi się na usta kiedy myślę o moim życiu na Islandii, w tym o porodzie, to szacunek. Szacunek położnej do rodzącej, jej partnera, szacunek dla intymności tego momentu i w końcu szacunek dla dziecka. Tylko 13% porodów na Islandii kończy się cesarskim cięciem. Ja niestety byłam w tym niewielkim odsetku. Jednak pomimo nieplanowanej cesarki był przy mnie mój mąż, którego do towarzyszenia mi przygotowała podczas szybkiej rozmowy pani psycholog. O drugiej w nocy, kilka godzin po porodzie, na salę, w której byliśmy w trójkę, wjechała skromna kolacja ze świecą. Po wyjściu ze szpitala, przez kolejne 2 tygodnie rodziców i maluszka odwiedza położna: pomaga, doradza, monitoruje sytuację. Wyłapuje też baby blues! Jeśli kolejny poród, to tylko na Islandii! Urlop macierzyński na Islandii Główne zasady urlopu po urodzeniu maluszka można streścić tak: trzy miesiące urlopu dla mamy, trzy miesiące obowiązkowego urlopu dla taty, trzy miesiące do podziału pomiędzy obydwoje rodziców. Urlop macierzyński/tacierzyński można wykorzystać do dwóch lat od urodzenia dziecka. Wysokość zasiłku oblicza się na podstawie zarobków sprzed zajścia w ciążę i trzech pierwszych miesięcy ciąży. Kwota wynosi ok. 80% zarobków. Jeśli czas pracy był krótszy, obowiązują zasady minimalnego zasiłku. Uff! Jednym słowem: to bardzo krótko! Maksymalny czas 6 miesięcy dla mamy, która chce pozostać z maluszkiem i np. kontynuować karmienie piersią to abstrakcja. Zasiłek można “rozciągnąć”, ale nawet zdaniem rodowitych Islandek, kwota po przeliczeniu należy raczej do niskich i wtedy cały ciężar utrzymania rodziny spoczywa na mężu. Z drugiej strony cudownym rozwiązaniem jest 3-miesięczny tacierzyński, który tatę stawia na równi z mamą. Nie ma tu więc ani mniej, ani bardziej zaangażowanego rodzica. Przynajmniej w teorii. Islandczycy – czy łatwo się z nimi zaprzyjaźnić? Naszą najbliższą islandzką znajomą jest nasza 76-letnia sąsiadka z naprzeciwka. Absolutnie cudowna osoba z doskonałą znajomością angielskiego, co na Islandii jest standardem. I to chyba język jest tym, co ostatnio, oprócz dewastacji środowiska naturalnego Islandii przez nieodpowiedzialnych turystów, porusza Islandczyków. W związku z tym, że 95% społeczeństwa mówi doskonale po angielsku, przyjezdni często nie podejmują nawet próby nauki języka islandzkiego. Dlatego często słyszy się głosy, że w sklepach i restauracjach na jednej z głównych ulic Reykjaviku nie można dogadać się zupełnie w ich języku ojczystym. Bardzo smutne zjawisko. A co do znajomości, przyjaźni…To proces bardzo długotrwały. Tomek ma w gronie znajomych z pracy wielu Islandczyków. Są to jednak na razie znajomości niewykraczające poza tę sferę. Islandczycy są w większości bardzo przyjaźnie nastawieni do obcokrajowców. Dodatkowo, nas, Polaków, lubią i szanują za naszą pracowitość i kompetencje. Jednak, przez lata naszego mieszkania na Islandii nie zostaliśmy jeszcze nigdy zaproszeni na wspólne oglądanie Eurowizji. Byłby to krok milowy w naszych rodzinnych relacjach polsko-islandzkich – Eurowizja to dla nich świętość. Życie na Islandii – towary eksportowe Jest kilka rzeczy, które chcielibyśmy przenieść z Islandii do Polski. Tomek chciałby na pewno mieć pod nosem lodowce i baseny ogrzewane lawą (w wielkim skrócie!), a więc w zestaw wchodzą też wulkany. Ja chciałabym mieć Kennitala. Jest to bardzo pojemny islandzki numer w rodzaju naszego PESELu, który z jednej strony świadczy o inwigilacji państwa, a z drugiej jest taaaki wygodny w użyciu: od sklepu z elektroniką, po lekarza pierwszego kontaktu. Zabrałabym do Polski także prężnie działające związki zawodowe i zaufanie człowieka do człowieka. A co nam przeszkadza? Nieustannie drożejące życie i tęsknota za rodziną i przyjaciółmi. Egipskie ciemności vs białe noce. Co gorsze? Życie na Islandii można podzielić na dwie pory roku, które albo się lubi albo nie. Ale co człowiek, to inna opinia. Mnie przeszkadzają białe noce, bo pomimo zaciemniających rolet, dzieci nie czują czasu na spanie i dzień rozciąga się niebezpiecznie. Z kolei Tomek źle funkcjonuje, gdy od października do lutego mamy tylko kilka godzin jasności lub wręcz szarówy za oknem. Islandczycy bardzo dbają o swój komfort psychiczny podczas długich nocy i rozświetlają lampkami swoje domy, a wręcz całe miasta! Uroczy widok! Na rozproszenie ciemności jest jeszcze kilka innych sposobów, np. wspomniane już baseny na świeżym powietrzu, gdy woda paruje a na zewnątrz jest tak zimno, że zamarzają włosy na głowie albo oglądanie z okna zorzy polarnej. Islandzka kuchnia Islandzka kuchnia tradycyjna opiera się na produktach, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu jako jedyne były dostępne na Wyspie. Tylko 1% powierzchni Islandii nadaje się pod uprawę. W dzisiejszych czasach tworzone są szklarnie, ogrzewane dzięki wysokiej aktywności wulkanicznej Wyspy. Hoduje się w nich wszystko: od kwiatów, na truskawkach i bananach! skończywszy. Bardzo wiele produktów sprowadza się też z Europy, Stanów Zjednoczonych itd. Wybór jest więc nieporównywalnie większy niż jeszcze przed kilkudziesięcioma laty. A wcześniej jedzono to, co znajdowało się w morzu albo co dało się wypasać: czyli głównie owce. Do dziś główną podstawą diety są ryby na 1000 sposobów, jak na przykład Plokkfiskur – nazywany też przysmakiem rybaka, danie jednogarnkowe składające się z ryby, ziemniaków i dużej ilości śmietany! Ma być tłusto i sycąco! Innym tradycyjnym daniem jest lamba, czyli owca, czy to w tradycyjnej zupie mięsnej lambasupp, czy pieczona barania głowa przy akompaniamencie ziemniaków i rzepy. Sfermentowanego rekina na Islandii jada się rzadko, a sfermentowaną płaszczkę tylko w Święta Bożego Narodzenia. Moim faworytem jest pyszny rúgbrauð, czyli słodki chlebek islandzki wypiekany tradycyjnie w dołach wykopanych w okolicach gorących źródeł, gdzie ziemia osiąga temperaturę ok. 100 °C. Za co kochamy Islandię? Wspólnie kochamy Islandię za lekcję pokory, którą dostajemy, ale też za pozytywne szaleństwo, którego doświadczamy. Tomek kocha Islandię, bo dała mu szansę na ponowne odkrycie swojej pasji: bycie przewodnikiem, który codziennie doznaje cudu natury i może tą miłością zarażać innych. A ja za poznanie mechanizmu zaufania, którego tak brakuje w Polsce, za piękny poród i cudowną opiekę nad naszymi dziećmi. Kocham też Islandię za to, że dopiero tu poczułam jak kocham Polskę. Życie na Islandii. Ola i Tomek w poszukiwaniu przygody życia, fot. Lesław Kanikuła Życie na Islandii a powroty do domu Jesteśmy małżeństwem, rodziną, parą przyjaciół, którą oprócz wspólnego znaku zodiaku łączy permanentny głód świata i zapachu przygody. Mamy wiecznie niezaspokojoną ciekawość i głos z tyłu głowy, który nam mówi, że “wszystko mogę …”. Niemniej jednak wiemy, że nasze dzieci potrzebują domu, stabilizacji i… szczęśliwych rodziców. Dlatego też nasz plan na najbliższy rok zakłada powrót na Podkarpacie, bliskość babć i dziadków, nasycenie przyjaciółmi. A co będzie później? Sami nie wiemy, gdzie nas poniesie. Zdjęcia: Lesław Kanikuła ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ Dołącz do nas! ❥ Będzie nam super miło, jeśli polubisz nasz profil na Facebooku i zaobserwujesz nas na Instagramie. ❥ Zapraszamy też do naszej grupy na Facebooku Aktywni Rodzice – co fajnego można robić z dziećmi. Zarażamy w niej energią do rodzinnego podróżowania i aktywnego spędzania czasu z dzieciakami. ❥ Kochasz Islandię tak jak my? Zapraszamy do drugiej naszej grupy na Facebooku Islandia Forum – wymieniamy się tam doświadczeniami i ciekawostkami związanymi z Islandią. ❥ A może marzysz o podróży na Islandię ale nie wiesz od czego zacząć? Wejdź na nasz księżyc – Zabierzemy Cię w podróż życia! #robniemozliwe
Islandia jest państwem położonym w północnej Europie na pograniczu Oceanu Atlantyckiego i Oceanu Arktycznego. Znacząca część państwa, którego powierzchnia wynosi 105 000 km2 leży na wyspie o tej samej nazwie, reszta terenu kraju położona jest na malutkich wysepkach. Stolicą państwa jest malowniczy Reykjavik, w którym mieszka około ⅓ wszystkich obywateli Islandii. Głównymi źródłami dochodu mieszkańców jest sektor usług, w którym pracuje ok 70% mieszkańców tego kraju, pozostała część pracuje w przemyśle (ok. 22%) oraz rolnictwie i rybołówstwie (ok 8%). Czy wiesz, że Polacy stanowią największą grupę etniczną po Islandczykach? Stanowią oni prawie 3% wszystkich mieszkańców wyspy. Istnieje więc szansa podczas wyjazdu na Islandię spotkania rodaka pracującego np. w hotelu. Dzięki swojemu specyficznemu położeniu na podwodnym grzbiecie oceanicznym posiada unikatowe ukształtowanie terenu. Teren w znacznej części jest górzysto-wyżynny. W związku z tym unikatowym położeniem, na terenie Islandii występują do dziś czynne wulkany, jeden z nich jest nawet najwyższym szczytem w kraju. W całym państwie znaleźć można wodospady (których liczba według szacunków wynosi około 10 000), gejzery i źródła geotermalne. Nauczono się wykorzystywać źródła geotermalne, przekształcając je w źródło zielonej energii dla mieszkańców. Planując wyjazd na Islandię, wiele osób zastanawia się nad klimatem tam panującym. Czy w krainie wiecznego lodu, której 11% powierzchni stanowią lodowce, zawsze jest zimno? Sezon turystyczny, który trwa od maja, do września jest cieplejszy i charakteryzuje się niewielkimi wahaniami temperatur. Nie oznacza to, że zapomnimy o kurtce podczas zwiedzania licznych atrakcji, ponieważ pogoda zmienia się w bardzo krótkim okresie. W okresie zimowym długie i zimne noce trwają przez większość doby. Wiąże się to również z nasileniem siły wiatrów oraz występowaniem sztormów. Niewielka ilość światła dziennego może zrekompensować bajecznie wyglądająca zorza polarna. Wycieczka na Islandię – koszty transportu Samolotem na Islandię Koszt wyjazdu na Islandię nie należy na pewno do najniższych i zależy od wielu czynników. Jeśli ogranicza nas czas podróży, to z pewnością jedynym rozsądnym wyborem będzie lot samolotem. Ceny biletów lotniczych z Polski dla dwóch osób to w przybliżeniu wydatek 3000 PLN w sezonie turystycznym. Poza sezonem jest on mniejszy i wynosi 2000 PLN. Szukając przelotu odpowiednio wcześniej, jest szansa na znalezienie przelotu tańszego nawet o kilkaset złotych. Warto przeglądać oferty tzw. tanich linii lotniczych, które bardzo często oferują przeloty z przesiadką w Kopenhadze. Czas trwania podróży uzależniony jest od odstępów czasowych między przesiadkami. Sam lot trwa około 4 godzin. Co jeśli chcemy dopłynąć promem? Jest to najczęściej wybierany sposób przez osoby, które chcą zabrać swój samochód i zwiedzać Islandię przez dłuższy czas. Proszę zwrócić uwagę na to, aby samochód wyposażony był w napęd 4 × 4. Jest to często niezbędne, podróżując po górzystym terenie. Na prom do Islandii możemy dostać się z dwóch miejsc. Najczęściej wybieranym przez Polaków jest Duńskie miasto Hanstholm, drugą z opcji jest Norweskie miasto Bergen. Cena promu na Islandię zwykle uzależniona jest od tego, w jakim okresie chcemy wypłynąć. Najtaniej będzie wyruszyć poza sezonem turystycznym, wtedy koszta dla 2 osób wraz z samochodem to około 3000 PLN. W środku sezonu kwota ta może być nawet 2 razy wyższa. Co warto zwiedzić podczas wycieczki na Islandię Turyści w większości nie chcą na własną rękę szukać przewodników czy transportu. Naprzeciw oczekiwaniu klientów wychodzi firma Nice Travel, która jest bazą wypadową na jedno lub wielodniowe wycieczki. Jest to bogata w atrakcje kraina, która z całą pewnością zadowoli każdego miłośnika natury. Warto zobaczyć: Reynisfjara jest to plaża z czarnym piaskiem, który ten specyficzny kolor zawdzięcza wpływom wulkanicznym. Piękna linia brzegowa ze skałami wychodzącymi z morza oraz bazaltowe skały przy linii brzegowej oczarują każdego. Warto także zwiedzić, chociaż kilka z tysięcy pięknych wodospadów. Do najpopularniejszych z nich należy Skógafoss którego wysokość wynosi 60 m a szerokość to aż 25 m. Najchętniej odwiedzany przez turystów Dla osób szukających odprężenia i odrobiny ruchu polecamy wędrówkę po przepięknym lodowcu Solheimajokull. Geysir jest to położony w dolinie Haukadalur gejzer, od którego nazwy pochodzi określenie tego typu zjawiska geotermalnego. Jego erupcja przypada średnio raz na 2 dni i potrafi wyrzucić strumień wody na wysokość 70 metrów. Snaefellsnes położony na półwyspie w zachodniej części Islandii. Przez wielu uważany, że dzięki specyficznemu ukształtowaniu terenu jest Islandią w miniaturze. Na terenie półwyspu znajduje się park krajobrazowy z jednym najbardziej rozpoznawalnym wulkanem Snæfellsjökull. Atrakcje Reykjaviku – mroźnej stolicy wyspy Reykjavik nie jest tylko największym miastem, ale również stolicą państwa. To tutaj swoją podróż po tym malowniczym kraju zaczyna większość turystów. Większość osób przybywających do stolicy marzy o zwiedzeniu jak największej ilości atrakcji w Reykjaviku, jak i poza nim. Zwiedzając stolicę i jej zabytki potrzebne będzie znalezienie odpowiedniego noclegu. Polecamy skorzystać z ofert hosteli, które są relatywnie tańsze od hoteli przy zachowaniu wysokiego standardu. Polecamy skorzystać z oferty Nice Hostel, który oferuje noclegi w atrakcyjnych cenach. Co warto zwiedzić w Reykjaviku? Hallgrímskirkja Kościół Hallgrímura, który swoje nazwa zawdzięcza duchownemu i poecie luterańskiemu. Jest to najwyższy kościół, a zarazem jeden z najwyższych budynków w Islandii. Świetnie widoczny z prawie każdej części Reykjaviku dzięki wysokości 73 m. W wieży kościoła znajduje się punkt widokowy, z którego można obejrzeć całą panoramę stolicy. Wjazd na wieże kosztuje w granicach 30 zł. Jest to jedna z najczęściej odwiedzanych atrakcji, w związku z tym nagminnymi są długie kolejki do wieży. Przed kościołem stoi podarowany przez Amerykanów pomnik odkrywcy Leif Erikssona. Sulfur Sun Voyager Najbardziej charakterystyczna rzeźba w Reykjaviku z pięknym widokiem na ocean. Jej wygląd przypominający łódź wikingów ma też swoją symbolikę. Część ludzi odbiera pomnik jako naczynie, w którym dusza trafia świata zmarłych. Oryginalnie w zamyśle autora miała ona symbolizować światło i nadzieję. Warto odwiedzić to miejsce podczas wczesnych godzin porannych, w związku z dużą ilością turystów w późniejszych godzinach. Jeden z najczęściej fotografowanych zabytków w Reykjaviku. Árbæjarsafn Jest to historyczne muzeum Reykjaviku otwarte w 1957 r. pokazujące historię, kulturę oraz życie mieszkańców regionu. Muzeum to nie tylko eksponaty, to ludzie w nich pracujący, którzy przebrani w stroje z poprzedniej epoki odgrywają sceny z życia dawnych mieszkańców Reykjaviku. Muzeum posiada ogromną ilość domków związanych z różnymi aspektami życia oraz niezliczoną ilość eksponatów. Istnieje możliwość wynajęcia przewodnika, który opowie o bogatej historii stolicy. Na końcu znajduje się również bogato zaopatrzony sklep z pamiątkami. Pamiątki z Islandii Odzież z wełny Islandia jest krajem, w którym żyje więcej owiec niż ludzi. Naturalnym jest, więc że Islandczycy wyspecjalizowali się w produkcji odzieży z wełny owczej. Jest to jedna z podstawowych pamiątek, jaką zabierają do kraju turyści. W zależności od tego zasobności portfela możemy przebierać w ręcznie wykonanych skarpetach, swetrach czapkach czy nawet kocach Produkty wykonane są z wysoką starannością, a ich cena zaczyna się od ok. 50 PLN. Najdroższe produkty mogą osiągnąć cenę nawet 1000 PLN. Lawa i inne mineralne produkty Wielu z turystów chętnie przywozi coś oryginalnego, czym może pochwalić się wśród znajomych. Kto nie chciałby mieć kawałka zastygniętej lawy? Równie często turyści przywożą ładnie opakowany piasek wulkaniczny. Do tego cała gama biżuterii wykonanej z dodatkami minerałów, które znajdziemy na Islandii. Wyjazd na Islandię – czy warto? Wycieczka na Islandię jest niezapomnianym przeżyciem dla każdego. Uważamy, że jest to miejsce zarówno dla osób młodych chcących przeżyć przygodę życia, jak i osób starszych, które zauroczy niespotykana nigdzie indziej przyroda. Dzięki swojemu specyficznemu położeniu oraz licznym zjawiskom geologicznym jest krainą pełną cudów natury. Zwiedzenie niezliczonych wodospadów, źródeł geotermalnych oraz dziesiątek wulkanów może zająć tygodnie. Islandczycy są ludźmi bardzo przyjaznymi i gościnnymi, dlatego na wyspie poczujemy się jak w domu. Przy wcześniejszym zaplanowaniu podróży i wyborze odpowiedniego terminu podróży można również sporo zaoszczędzić. Zainspiruj się Islandia.
Malwina Wrotniak2011-07-26 06:00redaktor naczelna 06:00/ ingimageTo naród, który choć geograficznie odizolowany, bardzo towarzyski. Ludzie uwielbiają tu zebrania, które organizują na potęgę i bez większych powodów. Dlaczego tutejsza książka telefoniczna to spis wg imion? Czy prawdą jest, że niemal każdy obywatel gra na jakimś instrumencie i śpiewa? Jak spędza się tu dnie i dlaczego w połowie seansu wychodzi z kina? Wątpliwości rozwiewa p. Danuta Szostak, Konsul Generalny RP w Reykjaviku. Malwina Wrotniak, Cała Islandia to tylko 30 miast i bardzo mała gęstość zaludnienia (2,7 os./km2, tymczasem w Polsce – 120,9 osób/km2). Jak przekłada się to na mentalność mieszkańców? Danuta Szostak Danuta Szostak, Konsul Generalny RP w Reykjaviku: Islandia jest wyspą na Oceanie Atlantyckim, w połowie drogi między Europą a Ameryką, jest to fakt. To oczywistość, ale właśnie o rzeczach oczywistych łatwo się zapomina. W zasadzie trudno o lepszy zwięzły opis Islandii niż „wyspa na Oceanie Atlantyckim”. Wyspy są wyizolowane, jak wskazuje na to samo słowo. Mieszkać na wyspie znaczy być wyizolowanym, a niekoniecznie pociąga to za sobą poczucie osamotnienia. Islandczycy lubią przebywanie w grupie i wysoko sobie cenią towarzystwo i udział w życiu socjalnym społeczności. Inne nieco jest tutaj rozumienie pracy, która dla większości mieszkańców wyspy ma w pierwszym rzędzie znaczenie socjalne i daje poczucie wspólnoty. Niemalże w każdej firmie dzień pracy zaczyna się od wspólnej kawy, czy śniadania. Do tego należy dodać, że na wyspie tej mieszka niewiele ponad 300 tysięcy ludzi. Większość z nich, bo blisko 65% znalazło swoje miejsce na ziemi na półwyspie Reykjanes, czyli w samym Reykjaviku oraz jego okolicach. Największe miasto islandzkie poza tym rejonem to Akureyri, położone na północy wyspy – ma tylko około 16 tysięcy mieszkańców. W Islandii są miasta i miasteczka liczące np. 80, a czasami i mniej mieszkańców. Są miejscowości, gdzie faktycznie znajduje się tylko jedna farma, a na niej mieszka i pracuje jedna rodzina. Oczekiwać można więc dystansu. Mentalność i relacje międzyludzkie w dużym stopniu zależą od miejsca zamieszkania. Mieszkańcy malutkich osad niewątpliwie mają inne nastawienie do życia, aniżeli mieszkańcy Reykjaviku. Życie tych pierwszych przebiega zgodnie z naturalnym porządkiem dnia i pory roku. "Mieszkać na wyspie znaczy być wyizolowanym, ale Islandczycy lubią przebywanie w grupie i cenią wysoko sobie towarzystwo " Jeśli zajmują się prowadzeniem farmy owczej – ich zajęcia wyznaczają pory przychodzenia na świat jagniąt, wypuszczania młodych wraz z matkami na łąki, gdzie spędzają czas aż do jesieni. Potem kończy się okres letni, następuje czas strzyżenia i bicia jagniąt – z roku na rok wzrasta w Islandii ilość produkowanej i eksportowanej jagnięciny. Do tego należy dodać, że islandzka jagnięcina uważana jest przez samych Islandczyków, i nie tylko, za najlepszą na świecie. Nie szkodzi, że mieszkańcy Nowej Zelandii w taki sam sposób oceniają wartość produkowanej na swojej wyspie jagnięciny. Port w Reykjaviku; "Islandczycy wysoko sobie cenią życie socjalne i nie kończące się dyskusje, nieważne na jaki temat" Wydawałoby się, że w okresie zimowym mieszkańcy małych osad i miasteczek żyją wolniejszym tempem, poświęcając czas na robienie swetrów na drutach (bardzo popularne na Islandii nie tylko wśród mieszkańców małych miasteczek, ale również wśród mieszkańców stolicy), oglądanie telewizji, niekończące się rozmowy i dyskusje na różnego rodzaju tematy, czytanie czy muzykowanie (prawie każdy mieszkaniec Islandii gra na jakimś instrumencie i śpiewa). W stolicy i okolicach czas biegnie szybciej (daleko mu jednak do tempa życia w innych europejskich stolicach, nie wyłączając Warszawy), aniżeli na prowincji. Zajęcia mieszkańców nie są aż tak uzależnione od pory roku. Zima jest tu równie długa i ciemna, a lato krótkie i słoneczne, jeśli jest bezchmurna pogoda. Rytm życia wyznacza praca, życie rodzinne, towarzyskie i rekreacja oraz sport, które są tutaj bardzo popularne. Otwierane o godzinie 6 rano siłownie, baseny szybko zapełniają się ludźmi, którzy traktują wysiłek fizyczny jako dobry początek dnia. Wielu Islandczyków uprawia jogging, wielu, mimo niesprzyjających warunków pogodowych jeździ do pracy rowerem. Z racji pełnionej funkcji, spotyka Pani wielu Polaków. Co wiedzie ich „na Północ”? Dla pełnego zdefiniowania powodów przyjazdu Polaków do Islandii należałoby zapytać ich wprost. Moje oceny, których dokonuję na podstawie kontaktów, rozmów i własnych obserwacji wcale nie muszą odpowiadać w 100% stanowi faktycznemu. Największy napływ obywateli polskich na wyspę miał miejsce po rozszerzeniu Unii Europejskiej i w okresie bezpośrednio poprzedzającym przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. Islandia była wtedy w zasadzie jednym wielki placem budowy i potrzebne były każde ręce do pracy. Ludzie więc przyjeżdżali zachęceni wysokim wynagrodzeniami, dobrymi warunkami socjalnymi i łatwością znalezienia zatrudnienia. W okresie budowy Huty Alcoa w Reydarfjörður – w Krakowie otwarto specjalne biuro naboru pracowników. Islandzkie instytucje wychodziły naprzeciw polskim pracownikom, zatrudniając osoby mówiące po polsku dla obsługi polskich pracowników. Polskie ręce do pracy miały i mają nadal świetną opinię wśród miejscowych pracodawców. Jednym i chyba najważniejszym przyjazdu i Polaków do Islandii jest więc, a właściwie była, dobra płaca i praca. Godafoss - jeden z najbardziej spektakularnych islandzkich wodospadów Część z nowo przybyłych pracowników traktowała swój pobyt i pracę na wyspie jako czasowy. Przyjechać, zarobić i wyjechać. W latach 2006 – 2008 liczba Polaków mieszkających i pracujących na wyspie dochodziła nawet do 16–17 tysięcy. W chwili obecnej zaś liczba ta wynosi około 12 tysięcy. Nie należy jednak sądzić, że to tylko kryzys spowodował wyjazd 5 tysięcy osób – nic bardziej błędnego. Nie było eksodusu Polaków z Islandii. Budowa huty Alcoa została zakończona, ukończono wiele inwestycji budowlanych, na których pracowali Polacy zatrudnieni na kontraktach, część osób pracujących na wyspie, które utrzymywały siebie i rodziny w Polsce wyjechała, bo spadek wartości korony islandzkiej nie dawał już możliwości utrzymywania „dwóch domów”. Migracja zarobkowa Polaków, która na dużą skalę towarzyszyła rozszerzeniu Unii Europejskiej dotyczy głównie ludzi młodych, którzy z różnych przyczyn poszukują swojego miejsca poza granicami własnego kraju. Analogiczna sytuacja miała i ma miejsce w odniesieniu do Islandii. Przybywający tu w poszukiwaniu pracy młodzi ludzie w pewnym momencie swojego życia dochodzą do wniosku, że Islandia im odpowiada, podoba się im i pragną w tym kraju osiągnąć stabilizację – dla tej części osób, praca nie jest jedynym powodem, dla którego osiedlają się na wyspie. Zakładają rodziny, przychodzą na świat ich dzieci, a w Islandii żyje się wygodnie i bezpiecznie, nawet w sytuacji utraty pracy. "Otwierane o godzinie 6 rano siłownie, baseny szybko zapełniają się ludźmi, którzy traktują wysiłek fizyczny jako dobry początek dnia." Są też tacy, których wyspa wabi swoją naturą, bezkresnym krajobrazem i majestatem lodowców i dla nich to jest głównym powodem, dla którego swoją przyszłość wiążą z Islandią. W końcu dorobiła się etykiety prawdziwie magicznego miejsca na ziemi. Co Pani wydaje się tam najbardziej nietypowe? Na pierwszy rzut oka to kraj, jak wiele innych, wyspa zamieszkała przez nieliczny naród posługujący się językiem, który nie zmienia się od wieków, nie przyjmuje tzw. nazw i zwrotów międzynarodowych. W języku islandzkim telewizja nazywa się inaczej niż w większości języków, komputer, telefon i wiele innych przedmiotów czy zjawisk - również. W zasadzie, gdyby np. znaleziono dziś sagę napisaną 500 lat temu – żaden Islandczyk nie miałby kłopotu z jej przeczytaniem i zrozumieniem, bo język jest ciągle taki sam. Książka telefoniczna, spisy pracowników i różnego innego rodzaju listy osób ułożone są według alfabetu, ale według imion(!). W Islandii nie ma nazwisk w rozumieniu europejskim, ważne jest imię lub imiona, za którymi następuje określenie, czyją jest się córka lub czyim synem np. Erna Olafsdóttir – to Erna, córka Olafa, a Geir Fridriksson, to Geir, syn Fridrika. Można sobie wyobrazić, że tak samo nazywających się osób w książce telefonicznej jest wiele – nie pojmuję, w jaki sposób można ich odróżnić, a Islandczycy zawsze dokładnie wiedzą o kogo chodzi. Można czuć się zaskoczonym taka sytuacją. Wcześniej już wspomniałam, że mieszkańcy Islandii wysoko sobie cenią życie socjalne i nie kończące się dyskusje, nieważne na jaki temat. Bardzo popularne są tutaj zebrania. Zebrania organizowane są w zakładach pracy, instytucjach, wspólnotach mieszkaniowych, przedszkolach, szkołach, ministerstwach, organizacjach społecznych – jednym słowem wszędzie. Podczas zebrania prowadzone są zażarte dyskusje, pije się kawę i je ciasto – po jego zakończeniu nikt nie pamięta powodu, dla którego zostało zwołane i czemu miała służyć dyskusja. Ważne, że się odbyło, że była kawa, można było porozmawiać. Islandzki kolega kiedyś próbując mi tłumaczyć znaczenie zebrań w życiu zawodowym i społecznym na wyspie, powiedział, że dzień bez zebrania jest dniem straconym, a jeśli nie ma ważnego powodu, zwołuje się zebranie, aby ustalić temat następnego. Typowy dzień Islandczyka jest... typowy? (śmiech) Przeciętny mieszkaniec miasta na wyspie zaczyna dzień od wizyty na stacji benzynowej, gdzie kupuje kawę i śniadanie, następnie jedzie do pracy, która rozpoczyna się od wspólnej kawy, w południe należy wyjść celem zjedzenia lunchu. Po zebraniu kończącym dzień pracy jedzie się do domu. Około godziny 18-19 człowiek znów robi się głodny, więc wychodzi i jedzie z rodziną czy znajomymi na obiad, najlepiej do restauracji, a jeśli na nią brakuje pieniędzy – przynajmniej na pizzę czy hamburgera. Późno wieczorem należy pojechać do jednej z licznych lodziarni w mieście i kupić „wiaderko” lodów, które zjada się oglądając film lub program telewizyjny. To „wychodzenie na jedzenie” jest zadziwiające w społeczeństwie dotkniętym głębokim kryzysem – ale może chodzi o podreperowanie branży „jedzeniowej”, bo ciągle otwierane są nowe restauracje i nie są one puste. Najbardziej zaskoczyła mnie przerwa podczas seansu w kinie – tak, to nie żart, ani anegdota. Seans filmowy w kinie zaczyna się, tak jak np. w Polsce – oczywiście od reklam. Podczas reklam widzowie zajmują miejsca, usadawiają na wyciągnięcie ręki litrowe kubki coca-coli i wiaderka popcornu – zaczyna być słychać szelest odwijanych z papierków słodyczy, mlaskanie, popijanie coca-coli i gryzienie popcornu. Mniej więcej w połowie filmu projekcja zostaje wstrzymana na około 15 minut. Widzowie wychodzą celem uzupełnienia zapasów napojów, słodyczy i popcornu. Po czym znów zajmują swoje miejsca przeciskając się przez porzucone opakowania po zjedzonych w czasie pierwszej części projekcji słodyczach, depcząc upadły na podłogę popcorn. Nie lubię chodzić do kina w Islandii. W obliczu ostatnich wydarzeń - jakie wyzwania stoją przed Islandią w najbliższym czasie? Największym niewątpliwie wyzwaniem jest osiągnięcie stabilizacji gospodarczej, doprowadzenie do końca negocjacji akcesyjnych, pomyślny wynik ogólnonarodowego referendum i przystąpienie do Unii Europejskiej. Po drodze jest jeszcze zmiana Konstytucji (prace nad projektem nowej ustawy zasadniczej już trwają) i odbudowanie zaufania społecznego do polityków. Myślę, że powinno to się udać mieszkańcom magicznej wyspy. Tego w każdym razie im życzę. Dziękuję za rozmowę. Polecamy: Tam mieszkam: Islandia (cz. 1 – wulkan, kryzys i pieniądze)Źródło:
Tylko jeden kraj Europy nie ucierpiał z powodu chmury pyłu. Na Islandii życie toczyło się bez większych zakłóceń. Miejscowi szykują się na wypadek wybuchu znacznie większego wulkanu. Żeby zobaczyć to, o czym od dwóch tygodni trąbią światowe media, trzeba wyjechać 25 km za miasto. Dopiero stamtąd widać potężną chmurę nad wulkanem Eyjafjöll. W samym Reykjaviku nie ma śladu pyłu, zima powoli dobiega końca. Podczas gdy w Europie tysiące pasażerów koczowało na lotniskach, a przewoźnicy tracili setki milionów dolarów dziennie z powodu odwołanych lotów, na samej Islandii latano bez problemów. Widok dymiącego wulkanu budzi grozę, ale tylko 10 proc. powierzchni Islandii zostało dotkniętych skutkami erupcji, głównie opadami pyłu wulkanicznego. Większość powędrowała w wysokie warstwy atmosfery i tamtędy, pchana wiatrami, dotarła nad kontynentalną Europę. Islandzkie wulkany wybuchają średnio co dwa–trzy lata. O nadchodzącej erupcji Eyjafjöll wiedziano od listopada 2009 r. – świadczyła o tym rosnąca liczba wstrząsów sejsmicznych oraz nieznaczne unoszenie się powierzchni wulkanu. Od początku marca departament obrony cywilnej, część tutejszej policji, organizował spotkania w zagrożonym obszarze. Ostatnie ćwiczenia ewakuacji odbyły się tam w 2006 r., wtedy też powstała lista telefonów mieszkańców zagrożonych terenów. 20 marca nastąpiła erupcja w siodle między lodowcami Eyjafjallajökull i Mỳrdalsjökull (jökull to po islandzku „lodowiec”). Powstała szczelina długości 200 m, z której przez dwa tygodnie wylewała się magma. Erupcja szybko została okrzyknięta „turystyczną” – okazała się mało groźna i można było podejść bardzo blisko gorącej jeszcze lawy. Islandczycy w żywiole Właściwa erupcja zaczęła się 14 kwietnia. Kaldera wulkanu była przykryta czapą lodowca o grubości 200–250 m, więc zanim lawa wydostała się na powierzchnię, musiała stopić sporo lodu. Dlatego oceniano, że największym zagrożeniem nie będzie sam wybuch, tylko powódź. I faktycznie, masy wody z roztopionego lodowca spłynęły do laguny poniżej i dalej do rzeki Markarfljót. Już wcześniej władze zdecydowały o zniszczeniu odcinków drogi krajowej nr 1, głównej arterii kraju, okalającej całą wyspę. Chodziło o to, by woda z lodowca mogła przedostać się wprost do oceanu i nie zniszczyła pobliskiego mostu. Obecnie droga jest znowu przejezdna, choć w pobliżu wulkanu występują duże ograniczenia widoczności ze względu na unoszący się w powietrzu pył. W ciągu ostatnich dni w niektórych miejscach widoczność była zerowa. Zmaganie się z przyrodą jest wpisane w tożsamość Islandczyków. – Nie jestem pewna, czy Islandczycy faktycznie lepiej sobie radzą z katastrofami naturalnymi i akceptacją siły przyrody – mówi Kristín Loftsdóttir, profesor antropologii z University of Iceland w Reykjaviku. – Z moich badań wynika, że mają świadomość ukształtowania przez nieustanne zmagania z trudnymi warunkami. Nawet w trakcie obecnego kryzysu ekonomicznego pojawiały się głosy, że Islandczycy dadzą sobie radę, bo przywykli do gorszych rzeczy. – Nasze instytucje są bardzo dobrze przygotowane na działanie w ekstremalnych warunkach i ratowanie ludzi – dodaje Loftsdóttir. Jest to o tyle łatwe, że na całej wyspie mieszka 300 tys. ludzi, tyle co w Katowicach, z tego dwie trzecie w Reykjaviku. Problemem jest raczej powierzchnia – pozostała ludność Islandii jest rozproszona na obszarze równym jednej trzeciej terytorium Polski, choć miasta i wsie skupiają się na wybrzeżu. Społeczeństwo jest mimo to na tyle zwarte, że śmierć dwóch Islandczyków, którzy dwa tygodnie temu wybrali się podziwiać „turystyczną” erupcję i zamarzli, była przeżywana niemal jak narodowa tragedia. Śmierć wskutek samej erupcji wulkanu jest tutaj raczej niemożliwa – nad bezpieczeństwem ludności czuwa nie tylko policja i straż pożarna, ale także Czerwony Krzyż i specjalne zespoły poszukiwawczo-ratownicze. – Działamy według planu kryzysowego, który jest wszystkim znany – mówi Sólveig Ólafsdóttir z Czerwonego Krzyża. Każdy zna swoje miejsce: Czerwony Krzyż odpowiada za otwarcie schronisk i uruchomienie telefonu kontaktowego dla osób poszukujących swoich bliskich. Policja i zespoły poszukiwawczo-ratownicze za samą ewakuację, w tym powiadomienie każdego, kto musi opuścić dom, esemesem lub telefonem i sprawdzenie, czy wszyscy zostali ewakuowani. W tym roku odbyły się już trzy akcje ewakuacyjne: 20 marca, 14 kwietnia i 15 kwietnia. Ewakuowano 700 osób. Najdłuższy okres zagrożenia trwał 4 dni – w okolicach Drangshlíđ i Heimaland. Większość ludzi wróciła już do swoich domów. Kryzysowa szkoła Wskutek erupcji Eyjafjöll ucierpiała najbardziej setka rolników, których gospodarstwa i pola zostały przykryte 5–6-centymetrową warstwą pyłu. Jest prawdopodobne, że będą musieli opuścić swoje farmy na zawsze, bo pył pokrył ziemię twardą skorupą i będzie trudny do usunięcia. Niektórzy już oddają część swoich zwierząt do rzeźni, bo wiedzą, że w obecnych warunkach nie wyżywią ich wszystkich. – 15 kwietnia ludzie mieli zaledwie pół godziny na opuszczenie zagrożonego obszaru. Uciekali z gospodarstw w roboczych strojach, tak jak stali. Nie mieli czasu, żeby cokolwiek ze sobą z domu zabrać – mówi Ólafsdóttir. Czerwony Krzyż stara się zapewnić tym osobom również pomoc psychologiczną. Zespoły poszukiwawczo-ratownicze działają w wielu krajach, gdzie występuje zagrożenie ze strony przyrody, np. Kanadzie. Ale te na Islandii są szczególne. – Właściwie od najmłodszych lat, szczególnie w harcerstwie, dzieci przyswajają sobie ten rodzaj myślenia, że trzeba dbać o innych i nieść im pomoc, jeśli tylko się potrafi – mówi Ingveldur Ţórđardóttir z centrum kryzysowego departamentu obrony cywilnej. Z takim nastawieniem młodzi ludzie trafiają później do zespołów, a niektórzy zostają zawodowymi ratownikami. Pierwszy zespół poszukiwawczo-ratowniczy został założony na Islandii w 1918 r. w Vestmanneyjar. Obecnie działa ich ponad 100 i pokrywają całą Islandię. W rejonie Myvatn w północno-wschodniej części kraju co drugi mężczyzna działa w zespole poszukiwawczo-ratowniczym. – W każdej chwili mogę dostać esemesa, że zdarzył się wypadek i mój zespół jest potrzebny – mówi Sćmundur Ţór Sigurđsson, na co dzień przewodnik. Udział w akcji jest dobrowolny. Rząd wykłada ok. 20 proc. na zakup ciężkiego sprzętu dla zespołów poszukiwawczo-ratowniczych, pozostałe środki pochodzą ze sprzedaży fajerwerków przed Nowym Rokiem, które Islandczycy uwielbiają i kupują w dużych ilościach, oraz ze zbiórek. – Do zespołu może się zapisać każdy. Po jednym czy dwóch sezonach i szkoleniu można brać udział w akcjach ratunkowych. Zespoły jeżdżą też za granicę – islandzki jako pierwszy przybył na Haiti, by ratować ludzi po trzęsieniu ziemi. Szacuje się, że wulkan Eyjafjöll stopił jedną trzecią masy znajdującego się na nim lodowca. Woda już spłynęła, dziś największym problemem jest pył, który utrudnia normalne funkcjonowanie wielu wsi w pobliżu wulkanu. Islandczycy z obawą spoglądają też na sąsiedni wulkan Katla – jego kaldera ma 10 km średnicy, a erupcje są 10-krotnie silniejsze. Dziś jest ukryty pod lodowcem Mỳrdalsjökull, ale w przeszłości wybuchy Eyjafjöll zawsze poprzedzały aktywność Katli – tak było w latach 920, 1612 i 1821. W latach 1821–1823 Eyjafjöll na przemian wybuchał i cichł aż do momentu, gdy wybuchła sąsiednia Katla. Groźna siostra Katla wybuchała też sama z siebie, ostatnio w 1918 r. Jeśli obudzi się naprawdę, wywoła znacznie groźniejsze powodzie niż te z kwietnia, a pył może sparaliżować ruch lotniczny nad Atlantykiem. W ubiegłą środę ostrzegł przed tym prezydent Islandii. Na razie wulkany paraliżują miejscową politykę. Erupcja Eyjafjöll zbiegła się w czasie z publikacją raportu komisji parlamentarnej, badającej przyczyny islandzkiego kryzysu gospodarczego. – Różne media zajęły się różnymi sprawami: jedne wulkanem, inne raportem – zauważa antropolożka Loftsdóttir. Na dymiącej górze skupiła się np. gazeta „Morgunblađiđ”, której redaktorem naczelnym jest David Oddsson, były premier i minister spraw zagranicznych, który w czasie kryzysu kierował bankiem centralnym. A jedną z przyczyn zapaści gospodarczej na wyspie w 2008 r. był niedostateczny nadzór nad islandzkimi bankami. – Mam nadzieję, że raport nie pozostanie całkowicie w cieniu wulkanu – dodaje Loftsdóttir. O to nie będzie trudno, jeśli Katla wybuchnie w ciągu nadchodzącego półrocza, jak straszą wulkanolodzy. Jakob Johann Stakowski, student geografii na University of Iceland w Reykjaviku, jest innego zdania – twierdzi, że wielka siostra Eyjafjöll może równie dobrze dać o sobie znać za 5–10 lat albo wcale. Wulkany są bardzo zmienne, trudno przewidzieć, co się z nimi stanie. Póki co w Reykjaviku życie toczy się swoim rytmem: zaczyna rano od gazety, kończy wieczorem kąpielą w basenie z gorącą wodą. I oby tak pozostało.
zycie na islandii forum